Top

 

Każda rodzina ma swoje rytuały. U nas np. to mąż budzi dzieci do szkoły (nawet będąc na wyjazdach, dzwoni rano – sprawdza czy wstaliśmy).

Budzenie łączone jest z przytulankami, smyraniem i masażem – wszystko na dobry początek dnia.

 

Igorek rozanielony jednym z takich rytuałów, mówi do Taty:
-Mógłbyś zostać masażystą.
-Wtedy bym chyba nie zarabiał zbyt dużo?
Mały optymistycznie:
-Ale zawsze coś.

 

Intuicja dziecka podpowiada, że najważniejsze jest robić to, co się lubi, co sprawia nam frajdę. (Nie mówię, że w przypadku Mojego Męża to jest posada masażysty.) ;) Później proza życia zmusza nas do bardziej racjonalnych wyborów.

Najfajniej by było – robić to co się lubi i to za „grubą kasę”. Są przecież szczęściarze, którym się to udaje!

A przy mniejszym farcie dobrze jest, jak praca nie polega na czymś czego się nie cierpi…
To jest jednak umiejętność, widzieć szklankę do połowy pełną („ale zawsze coś”), a nie w połowie pustą.

 

Dzisiaj w sklepie Pani ekspedientka zaproponowała mi, że mogę za zakupy (nieduże) zapłacić uzbieranymi punktami. Igorek był ze mną.

 

– I co, nie musiałaś Pani zapłacić?
– Zapłaciłam. Miałam uzbierane punkty i nimi zapłaciłam.
– Super! Mały się poczuł jakby Pani podarowała nam te rzeczy
-Igorku, ale uzbieranie tych kilku punków zabrało mi jakieś dwa lata.
Igorek jak zwykle optymistycznie
-Ale to zawsze coś!

 

Więcej pozytywnego nastawienia
– życzę i sobie i Wam.

@Fragmentator

Fragmenty codzienności i naszych podróży na Instagramie