Top
ndie Bombaj pralnia Dhobi Ghat

Trzy lata temu, o tej porze roku byłam z Mężem w Bombaju. To był wyjazd z okazji rocznicy ślubu, którą obchodzimy na początku listopada. Wyjazd odrobinę przed rocznicową datą, Bombaj romantycznych skojarzeń raczej nie wzbudza (z Bombaju do świątyni miłości Tadź Mahal jest ponad 1200 km) i nawet miejsca, które oglądaliśmy, też do najbardziej romantycznych nie należały. Mimo to, był to jeden z tych wyjazdów, który głęboko zapadł mi w pamięć i wbrew pozorom był romantyczny.🥰🥰🥰

 

W Bombaju mieszkaliśmy w hotelu Taj Mahal Palace na wprost Bramy Indii i to jest jedna z takich lokalizacji, których nigdy się nie zapomina. W dodatku w czasie naszego pobytu trwały obchody święta Diwali, więc wiele miejsc było przystrojonych kwiatami i światełkami, a w niedzielę 30 października cały Bombaj rozbłysł. Ale dzisiaj nie to chciałam pokazać.

 

Tą bardziej romantyczną odsłonę weekendu spędzonego w Bombaju postaram się wrzucić na blog 9 listopada – w dniu naszej rocznicy ślubu. Dzisiaj chciałam pokazać jedno z takich miejsc, które może nie jest typową atrakcją turystyczną, a jednak jest to miejsce, które będąc w Bombaju z pewnością warto zobaczyć. Dla mnie to jedna z głównych pozycji listy „Must See In Mumbai”. To miejsce, to

 

Pralnia Dhobi Ghat

Bombaj, Indie

1, Anandilal P Marg, Dhobi Ghat, Shanti Nagar, Lower Parel, Mumbai, Maharashtra 400011, Indie

 

Dhobi Ghat to największa i najstarsza ręczna pralnia w Indiach! Powstała za czasów władania Brytyjczyków, w 1890 roku. Wtedy usługa zarezerwowana była tylko dla nich oraz dla bogatych Parsów*. Dzisiaj do pralni trafiają brudy z całego Bombaju. Od osób prywatnych, ale także z hoteli, restauracji, a nawet ze szpitali. To zadziwiające, że w dobie pralek elektrycznych to miejsce nie pozostało jedynie ciekawostką turystyczną i nadal jest tak intensywnie wykorzystywane.

 

Pralnia Dhobi Ghat to swego rodzaju miasto w mieście, niektórzy używają określenia getto. Szacuje się, że pracuje tu około 5 tysięcy osób, a spora część także mieszka na terenie pralni. Zawód pracza bardzo często przechodzi z pokolenia na pokolenie, a wykonywany jest przede wszystkim przez mężczyzn. To bardzo ciężka, fizyczna praca. Pracze stoją w kamiennych boksach wypełnionych wodą i detergentami, a podstawowa technika pralnicza to… uderzanie o kamień.

 

Na terenie pralni wybudowano ponad 700 kamiennych balii. Małe kwadraty wypełnione mydlinami to serce Dhobi Ghat – tutaj najwięcej się dzieje. Wszędzie piętrzą się stosy ubrań, tych brudnych i tych czekających na kolejny etap prania. Wokół podwórza stoją maleńkie budynki, a na ich dachach suszy się pranie. Swoją drogą, ciekawe jak pralnia wywiązuje się z zobowiązań jeśli akurat pada deszcz?

 

Cały teren oglądany z góry wygląda jak mrowisko, tylko bardziej kolorowe, za to mniej uporządkowane. To niesamowite, że w panującym tam chaosie zachowywana jest ciągłość procesu:

  • sortowanie i znakowanie
  • w zależności od potrzeb usuwanie plam, gotowanie, pranie, płukanie, wyżymanie. Głównie w kamiennych boksach, ale widzieliśmy też metalowe kadzie i coś na wzór pralki bębnowej.
  • suszenie
  • prasowanie – nadal królują tam stare, ciężkie żelazka nagrzewane węglem
  • składanie oraz pakowanie i adresowanie prania

Dziennie trafiają tu tysiące sztuk rzeczy do wyprania. Na terenie pralni widać wielu ludzi, w tym także turystów. Przyznam, że gdy patrzy się na to z boku, można mieć wątpliwość co do jakości usługi i faktu, że w Dhobi Ghat podobno nic nie ginie. Może faktycznie pozory mylą i w tym chaosie jest metoda.

 


Aby obejrzeć zdjęcia w oryginalnym rozmiarze, kliknij w wybraną grafikę lub galerię zdjęć.
!

 

 

Gdzie i jak zobaczyć pralnię Dhobi Ghat?

Pralnia Dhobi Ghat znajduje się niedaleko centrum. My dojechaliśmy tam samochodem z miejscowym przewodnikiem. Czytałam, że można wybrać kolejkę miejską, wysiada się na stacji Mahalaxmi. Pralnia znajduje się poniżej wiaduktu, który jest dobrym punktem widokowym dla tych, którzy nie chcą wchodzić do środka.

 

Teren pralni otoczony jest murem z kilkoma wejściami. Bramy wejściowe pilnowane są przez „miejscowych oprowadzaczy” i nie jest dobrze widziane samowolne ich przekraczanie. Nawet jeśli się to uda, w środku można spotkać się z nieprzyjemnościami, gdy pracze zorientują się, że chodzimy po terenie bez „opiekuna”.

 

Warto pamiętać, że jesteśmy w biednym kraju, a ludzie pracujący w Dhobi Ghat za swoją ciężką pracę są naprawdę marnie opłacani. Moim zdaniem warto zapłacić za wejście na teren pralni. Chociażby po to, aby tego dnia jakiś tata zabrał swoje dzieci na lody. Tym ludziom naprawdę na niczym nie zbywa i nie ma co się zastanawiać, na co przeznaczą ofiarowane przez nas pieniądze.

 

 

 

 


*Parsowie to grupa etniczna wywodząca od starożytnych Persów, wyznająca zaratusztrianizm, zamieszkująca przede wszystkim Indie (Bombaj – około 69 tysięcy). Parsowie są potomkami grupy około 120 tys. Persów, która w VIII wieku uciekła przed muzułmańskim prześladowaniem z Persji i osiedliła się na terenach Gudźaratu w Indiach. Rozwój grupy nastąpił, kiedy na początku XIX wieku stali się pośrednikami w handlu przy Kompanii Wschodnioindyjskiej.

Ciekawostka: Freddie Mercury był Parsem. Jego rodzice byli Parsami z Gudźaratu i wyznawcami zaratusztrianizmu. (Wikipedia)