Orange – małe miasteczko z wielkim zabytkiem…

Jechać do Włoch przez Francję, z naszego miejsca zamieszkania, cóż… można. ;)
Można, a trzeba -jeśli komuś się marzą lawendowa pola w rozkwicie, ale w tym samym czasie ma zaplanowany wypoczynek na włoskiej plaży.

Naszym pierwszym przystankiem w regionie Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże było Orange.

 

Orange

 

To maleńkie miasteczko posiada znacznych rozmiarów atrakcję, :) jest to najlepiej zachowany we Francji – amfiteatr rzymski.

Tego typu teatry zwiedzaliśmy już w kilku miejscach na świecie (ostatnio w Weronie) i przyznam, że niestety oczekiwania przerosły doświadczenie. Podejrzewam jednak, że decydująca była pogoda. Amfiteatr zwiedzaliśmy tuż po ulewnym deszczu i muszę powiedzieć, że mokry kamień, zalane korytarze, mało malownicze otoczenie oraz mlecznobiałe niebo – nie skomponowały się w szczególnie ładny obraz. Przyznaję, że teatr jest dobrze zachowany, chociaż nie mogę powiedzieć aby mnie oczarował.

Spacerując po miasteczku, widziałam zdjęcia z przedstawień, które odbywają się na scenie amfiteatru – były intrygujące. Scenografie świetlne jakie są tam wyczarowywane bywają imponujące. Zobaczyć jakiekolwiek widowisko w takiej scenerii – bezcenne. :)

Orange leży w dolinie Rodanu niedaleko słynnego Avignon. Ponieważ Avignon już zwiedzaliśmy, a plan mieliśmy napięty, tym razem miasto papieży odpuściliśmy, ale trzeba jasno powiedzieć – są to nieporównywalne atrakcje i mając do wyboru zwiedzanie tylko jedno z tych miasteczek, z całą odpowiedzialnością polecam Avignon.

Orange jest urocze, ale ścisłe centrum historyczne jest naprawdę miniaturowe. Hotelik w którym mieszkaliśmy znajdował się jakieś 3 minuty spaceru od amfiteatru. :)

Innym doskonale zachowanym zabytkiem architektury z czasów rzymskich, jest Łuk Triumfalny, który został wzniesiony w I wieku n.e., aby upamiętnić zwycięstwo Juliusza Cezara nad Galami. Jest to chyba najdalej wysunięty zabytek w miasteczku. Obie największe atrakcje dzieli (góra) 15 minutowy spacer. :)

Odwiedziliśmy także Muzeum niedaleko amfiteatru (bilet połączony) oraz Katedrę.

 

Następnego dnia zjedliśmy śniadanie w bezpośrednim sąsiedztwie amfiteatru i ruszyliśmy w drogę do Opactwa Senanque, po zdjęcie lawendowego pola…

 

 

Czy na Was podziałał czar jakiegoś amfiteatru?
A może ktoś miał szczęście oglądać jakieś widowisko zorganizowane w ruinach któregoś z nich?

 

śledź blogafacebookbloglovingplus

 

  • Dla mnie rewelacyjne miejsce. Kiedyś pasjonowałam się historią, kulturą i religią strożytnych Greków i Rzymian i uwielbiam wszelkie ruinki i pozostałości po nich. A amfiteatry uwielbiam w szczególności! W końcu się śpiewało kilka lat w tym chórze :P
    Buziaki!

    • Amfiteatry mają w sobie magię, zawsze podświadomie myślę o tych wszystkich ludziach, którzy kiedyś oglądali tam widowiska. Przenieść się na chwilę w czasie i poczuć tamtą atmosferę… :)