Top

 

Gdy mieszkaliśmy w Peachtree City brakowało mi kolorowej jesieni. W naszej okolicy niewiele drzew zmieniało wybarwienie, a nawet jeżeli, to trwało to bardzo krótko. Większość drzew gubiła liście, gdy były one zielone lub brązowe. W Stanach tęskniłam za kolorową jesienią, W Szwajcarii tęsknię za słoneczną jesienią.

 

Wiedziałam, że powrót do Szwajcarii będzie dla mnie pogodowym wyzwaniem. Stan Georgia nie ma (moim zdaniem) zbyt wielu zalet, ale pogoda jest jedną z nich i to chyba największą. Upalne lato, bardzo łagodna zima i ogromna ilość słonecznych dni. Dopiero gdy zamieszkałam w tamtym klimacie zrozumiałam jak duży wpływ ma na mnie pogoda.

 

Już sierpień przypomniał mi, że tutaj lato jest inne. Ale ponieważ za ekstremalnymi upałami nie przepadam, nie było źle. Poza tym byłam zajęta rozpakowywaniem pudeł i urządzaniem naszych czterech kątów na nowo. Nie bardzo miałam czas na analizowanie pogody.

 

We wrześniu nadal walczyłam z przeprowadzką. Na początku października znalazłam siły na jazdę do Polski, ale po powrocie poległam. Fizycznie byłam skrajnie wyczerpana. Psychicznie również. Rozłąka z Mężem, życie na dwa zegary. Złe wiadomości w telewizji. I ta pogoda…

Tutaj gdzie mieszkamy pogoda jest chyba bardziej angielska niż w Anglii.🤨 Mgły to codzienność, ale gdyby to chociaż były poranne mgły. Nie, tutaj mgła utrzymuje się często do godziny 13/14, a czasami nie odpuszcza przez cały dzień. Do tego zachmurzenie, opady i zimno. Po dwóch latach w ciepłym i słonecznym klimacie, jesień w Szwajcarii daje mi w kość.

 

Na Instagramie oraz mailowo dostałam kilka wiadomości z pytaniem „czy wszystko u mnie w porządku?” Cóż… walczę. Nadal jestem w Szwajcarii tylko z Chłopcami. Na początku grudnia powinien ze Stanów przylecieć Mój Mąż i mogę mieć tylko nadzieję, że pandemia nie pokrzyżuje nam planów.

 

Chociaż mam wrażenie, że listopad daje mi w kość mniej niż październik to, prawdę mówiąc, odliczam dni do końca miesiąca, aby z czystym sumieniem wyciągnąć świąteczne ozdoby i włączyć świąteczną playlistę.

 

Gdy planowaliśmy powrót do Szwajcarii, byłam pewna, że na Święta Bożego Narodzenia pojedziemy do Polski. Ale wtedy byłam też pewna, że jesienne ferie spędzę z Chłopcami w Stanach. Dzisiaj zaciskam kciuki za przylot Męża, a święta wydają mi się zbyt odległe na planowanie.

 

W każdym razie jestem, mam się znośnie, dziękuję za zainteresowanie. Nie obiecuję powrotu, chociaż nieustająco o nim myślę, więc to pewnie kwestia czasu. Gorąco pozdrawiam każdego, kto jeszcze o mnie pamięta. Życzę Wszystkim zdrowia i sił, tych fizycznych oraz psychicznych. Wszystkiego dobrego!

 

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ: