Top

W zeszłym tygodniu miałam tak napięty grafik wożenia chłopców, że w pewnym momencie zwątpiłam czy wiozę Igorka w odpowiednie miejsce na odpowiednią godzinę. Prowadząc samochód, wygrzebałam z torebki telefon komórkowy, aby odpalić kalendarz i sprawdzić terminy. Macam i macam ekran telefonu i nic – jak ja tego nie cierpię!

Nie ma niezawodnych sprzętów. Dotyczy to wszystkich sprzętów i wszystkich marek. Smutne, ale prawdziwe. Gdyby tak spojrzeć na moje biurko, można by śmiało powiedzieć, że jestem fanką nadgryzionego jabłka. Gdy na początku roku zaczęłam wspominać Mężowi, że potrzebuję nowego komputera, Mąż „z pewną taką nieśmiałością” zapytał czy to musi myć Apple.

Przez chwilę nawet pomyślałam „nie musi”, ale dosyć szybko wróciła myśl – system. To co jeszcze uparcie trzyma mnie przy Apple to właśnie system. Od czasu kiedy jest on niemalże identyczny na wszystkich urządzeniach – moje przywiązanie jest jeszcze większe. Trzyma mnie wygoda i lenistwo – serio…

Mój iMac od początku miał problemy z ekranem. Tak długo dawałam mu szansę wmawiając sobie, że to przejdzie, że gdy postanowiłam zdiagnozować go w serwisie, dawno było już po gwarancji, a bez niej naprawa jest nieopłacalna. Przynajmniej tutaj w Szwajcarii, bo panowie z serwisu w Polsce twierdzą, że „coś by zakombinowali”.

Mój całkiem nowiuteńki telefon potrafi lekceważyć polecenia. Jak ostatnio przy próbie uruchomienia kalendarza. Jedyna możliwość przywrócenia go do porządku, to całkowite wyłączenie i ponowne uruchomienie. Strasznie wkurzająca procedura jeżeli akurat prowadzisz samochód.

Nie będę wyolbrzymiała – krytyczne sytuacje zdarzają się naprawdę rzadko. Jednak dlaczego to się dzieje w momentach, kiedy tego sprzętu najbardziej potrzebuję. Wkurzam się wtedy straszliwie, ale mimo wszystko wiem, że to nic nie zmieni. Bo nadal wygoda jednolitego systemu przeważa jego niedociągnięcia.

Naprawdę stało się to o czym marzyłam… Od lat nie grzebałam w rejestrach, nie defragmentowałam dysku lub co gorsza – nie stawiałam od nowa systemu. Tylko czasami się zastanawiam – czy to rzeczywiście kwestia sprzętu czy może efekt tego, że to ja się uspokoiłam i roztropniej korzystam z tego co mam

PS. Moja słabość do kalendarzy i notesików nie jest taka zła. Papier i długopis są znacznie mniej zawodne od elektroniki. Tylko trzeba pamiętać aby zabrać je ze stolika nocnego i włożyć do torebki.

@Fragmentator

Fragmenty codzienności i naszych podróży na Instagramie