Top

Dzisiaj przejechaliśmy odrobinę ponad 240 km. Przed południem wyruszyliśmy z Trydentu, po to aby na obiad dotrzeć do Padwy.

 

Padwa leży poza naszym tegorocznym szlakiem wakacyjnym, ale mieliśmy ważny powód, aby odrobinę zboczyć z trasy, a właściwie to Mój Mąż miał…

 

 

Spotkaliśmy się z korespondencyjną koleżanką Mojego Męża, z którą 35 lat temu wymieniał listy (oboje w ten sposób doskonalili swój angielski). To było ich pierwsze w życiu spotkanie na żywo.

 

Ręcznie pisane staroświeckie listy wsparte potęgą internetu, umożliwiły przemiłe spotkanie dwóch rodzin. Było przesympatycznie, wzruszająco, wesoło i smacznie. Baba al rum kończąca nasze spotkanie na długo pozostanie w mojej pamięci – prosty deser a jaki smaczny.

 

Padwa-Bzylika Św. Antoniego

 

Po spotkaniu pojechaliśmy jeszcze na Piazza del Santo, aby wejść do Bazyliki Św. Antoniego. Później ruszyliśmy do Treviso.

 

Treviso

 

Treviso bywa nazywane małą Wenecją, chociaż ja uważam, że poza kilkoma kanałami ma z Wenecją o wiele mniej wspólnego niż np. z Vicenzą lub Udine.

 

Największą zaletą tego miasta jest… niewielka liczba turystów. Porównując do Wenecji, można powiedzieć, że Treviso omijane jest przez turystów szerokim łukiem. To powoduje, że historyczne centrum jest o wiele spokojniejsze, chociaż nadal wypełnione włoskim gwarem i muzyką.

 

Chcieliśmy odkryć nowe miejsce i chociaż Treviso nie zajmie czołowej pozycji na liście moich ulubionych włoskich miast, to cieszę się, że je poznaliśmy. Spędziliśmy tu miłe popołudnie, zjedliśmy dobrą kolację, a dzień zamknęliśmy wieczornym spacerem po Starówce.

 

Treviso wieczorem

 

To było sympatyczne zakończenie włoskiego rozdziału naszej podróży. Jutro mamy przystanek w Chorwacji.

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

@Fragmentator

Fragmenty codzienności i naszych podróży na Instagramie