Top

W tym wpisie najważniejsze będzie pierwsze i ostatnie zdanie. Zapewniam jednak, że wszystko, co znajdzie się pomiędzy nimi, to również będzie konkret. Dlatego mam nadzieję, że zdecydujesz się na przeczytanie całości. To jak… podejmiesz wyzwanie?

 

Ukradli mi paszport!

Paszport, w którym miałam wizę na pobyt w USA! Gdzie, jak, kto?!? Nie wiem. Ważniejsze jest to, że w tym paszporcie znajdowały się obie moja wizy. Całkiem świeżutka, bo wyrobiona w czerwcu – wiza turystyczna przyznana na 10 lat oraz jeszcze świeższa – wiza zezwalająca na pobyt, przyznana na 3 lata. Rząd Stanów Zjednoczonych, kochający Polaków miłością oschłą, żeby nie powiedzieć oziębłą – nie umożliwia procedury odtworzenia wizy.

 

Nie ma znaczenia w jakich okolicznościach wiza przepadła: kradzież, pożar, zalanie czy pies, który dorwał się do Twojej torebki. Wiza przepada, o wizę należy się ubiegać ponownie. I nie, nie ma żadnej taryfy ulgowej. Wszystkie procedury przechodzisz ponownie i ponownie ponosisz wszystkie koszty z tym związane. A co jest równie ważne – o wizę można się ubiegać tylko przebywając poza obszarem Stanów Zjednoczonych.

 

No i jestem w czarnej… bo od 4. miesięcy mieszkam w Stanach Zjednoczonych. Nie mogę ich opuścić, bo nie mam paszportu. Jak już je opuszczę, to nie będę mogła wrócić, bo nie mam wizy.
Ponieważ kradzież miała miejsce ponad 3 tygodnie temu, przeszłam już fazy „żałoby”. Jak widzisz, postanowiłam nawet o tym napisać.

 

Nie wiem ile razy przetrząsnęłam dom. Ile miejsc i ludzi sprawdziłam i obdzwoniłam. Poza oczywistymi miejscami typu: torebki, walizki, szuflada na dokumenty, zaglądałam nawet do pralki, pod pralkę, pod każdy dywan, poduszkę, talerz i każdą sztukę ubrania w każdej z szaf.

 

Do niektórych miejsc się nawet nie przyznam, ale prawda jest taka, że w pewnym momencie człowiek zaczyna świrować i zamrażarka jest wtedy najmniej oryginalnym miejscem penetracji. Po fazie bezowocnych poszukiwań przyszły łzy i poczucie bezradności.

 

Wylałam ogrom łez i wyrzuciłam z siebie niezliczoną ilość przekleństw i oczywiście krzyczałam – dlaczego ja, dlaczego mi i co ja teraz zrobię!?! Bo straty byłam i jestem świadoma…

 

Mój Mąż skończył dzisiaj 50 lat! Z tej okazji już dawno temu wykupił wyjazd na Jamajkę. Mieliśmy całą Rodziną odpocząć od stresów związanych z przeprowadzką, tym bardziej, że w tym roku nie mieliśmy rodzinnych wakacji. To miała być okazja nie tylko do odpoczynku, ale przede wszystkim świętowania. Moja część przepadła. Najgorsza była świadomość, że przez moją nieuwagę, głupotę, roztargnienie i co tam jeszcze – psuję Mężowi i Chłopcom ten wyjątkowy wyjazd. A to dopiero początek…

 

Mamy wykupione bilety na lot do Polski. Obiecaliśmy Rodzinie, że pierwsze święta po przeprowadzce do Stanów spędzimy z Nimi. Bilety są, a ja nie mam paszportu. Chociaż pan w konsulacie twierdził, że przed 19 grudnia nowy paszport powinien do mnie trafić, na oficjalnym dokumencie widnieje data 29 grudnia. 10 dni po zaplanowanej dacie wylotu! Nie wiem gdzie spędzę tegoroczne święta, sylwestra i nie wiem nawet, czy nie będę spędzała ich całkiem sama.

 

Dlatego teraz padnie ostatnie zdanie tego wpisu:

Proszę-wyślij dobrą energię!

Wznieć pozytywne wibracje i zaciskaj kciuki, aby paszport dotarł do mnie przed 19 grudnia. Dla mnie to i tak nie będzie koniec tej historii, ale niech przynajmniej na tym etapie osłodzi ją towarzystwo Mojej Rodziny. Dziękuję za każde ciepło, które do mnie skierujesz.

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ: