Top

Chodzę po domu, próbuję zmotywować się do jakiegokolwiek działania. Najlepiej idzie mi dojadanie pozostałości po torcie bezowym…

 

W niedzielę była Komunia Igorka. Wczoraj wyjechała Moja Siostra z Rodziną. W południe odwiozłam Rodziców na lotnisko. Męża nie ma od poniedziałku. Powinnam od rana rozpocząć kolejny dzień jak co dzień. Wejść w zwykły rytm i zająć się codziennymi obowiązkami. Nie mogę. Może to wszystko przez tort bezowy, który mnie rozprasza tkwiąc w naszej lodówce.

Jedyną oznaką próby powrotu do normalności są odgłosy włączonej pralki i zmywarki. (Dzięki ci AGD.) Wczoraj nawet na to nie miałam siły. To dziwne. Przez blisko dwa tygodnie działałam na zwiększonych obrotach i naprawdę dobrze się z tym czułam. Wczoraj, gdy po powrocie z lotniska weszłam do domu, jakby uszło ze mnie powietrze. A przecież mam tyle do zrobienia. Zostałam z tym sama. Powinnam zakasać rękawy i brać się do roboty, a stoję po środku domu i nie wiem w co włożyć ręce.

Zauważyłam, że coraz częściej potrzebuję szczegółowo rozpisanych zadań. Czy to kwestia wieku? Kiedyś naprawdę wiedziałam co zrobić na hasło „posprzątać pokój gościnny”. Dzisiaj aby wywołać działanie, muszę wszystko podzielić na konkretne zadania. Zdjąć pościel. Złożyć łóżko. Pochować kołdry, poduszki i materace. Odkurzyć i wytrzeć kurze. Zrobić pranie itp. Samo „posprzątać pokój” jest mniej motywujące. Nie zmusza do działania z taką samą siłą jak obszerna lista zdań. Czy to nie dziwne?

 

Podobnie mam np. z zakupami. Hasło „zrobić zakupy” nigdy by mnie nie wyciągnęło z domu. Dopiero konkretna, namacalna potrzeba zmusza mnie do wejścia między regały. Kupić mleko, proszek, tulipany – to jest konkret. Płatki z mlekiem zjadane przez chłopców. Wyprane ręczniki. Kwiaty stojące na kuchennej wyspie. Muszę jasno widzieć końcowy efekt.

Kiedyś wszystko było prostsze. Bardziej spontaniczne. Teraz trzeba planować, zapisywać. Zapamiętać i dopilnować.

Czas gdy byli u nas Goście był powrotem do spontaniczności. Z pewnością również dlatego, że zbiegł się z feriami wiosennymi chłopców. Pobudki, szykowanie posiłków, wycieczki, zakupy, spacery, oglądanie telewizji, a nawet włączona zmywarka lub pralka były nacechowane spontanicznością. Dowolnością. Potrzebą chwili. A teraz…

 

Teraz trzeba włączyć programy: zaplanować, zapamiętać, dopilnować. Tylko jak tu wejść w tryb codzienność z tortem bezowym w lodówce…

 

@Fragmentator

Fragmenty codzienności i naszych podróży na Instagramie