Top

Parę dni temu na hania.es przeczytałam wpis uświadamiający dlaczego pozostawianie komentarzy jest fajne, miłe, motywujące. Tekst zrobił na mnie duże wrażenie. Zaproponowałam nawet Hani, aby stworzyła z niego odezwę do narodu lub przynajmniej  do osób czytających blogi. Jednocześnie zastanowiłam się czy taka odezwa powinna także dotyczyć mnie…

Czytam regularnie kilka blogów. Podejrzewam, że moja lista nie jest zbyt imponująca. Ani pod względem ilości, ani popularności konkretnych pozycji. Nie wiem jaki mechanizm mną steruje, ale najsłynniejszych i najbardziej poczytnych blogów nie odwiedzam, a już z pewnością na nich nie komentuję. Zastanawiałam się nawet kiedyś czy to nie jest pewien rodzaj promocji, której sama sobie odmawiam.

Gdy zrobiłam rachunek sumienia, okazało się, że nie komentuję zbyt często. Komentuję na tych blogach, z którymi czuję emocjonalną więź. Dokładniej rzecz nazywając – polubiłam autorki blogów. Mimo iż żadnej z nich nie znam osobiście czuję do nich wielką sympatię, często również podziw. Odpowiada mi ich podejście do życia i sposób w jaki potrafią o tym pisać.

Są również blogi, na które systematycznie zaglądam (mówię, że je podglądam), ale zazwyczaj nie komentuję. Są to blogi z większą publiką i sporą ilością komentarzy. Wtedy często myślę, że mój komentarz nic więcej nie wniesie. Może nawet nie zostanie zauważony. Czy to powinno mnie powstrzymywać?

Tak jak pisząc tekst, bardzo bym chciała doświadczyć reakcji zwrotnej w postaci komentarza. Tak również komentując, zazwyczaj oczekuję reakcji zwrotnej. Zazwyczaj, bo zdarza się, że za jakiś tekst po prostu dziękuję. Nie chcę dyskutować, nie dopytuję, nie dodaję swoich trzech groszy. Zwyczajnie dziękuję za dobrą robotę, wzruszenia lub zmuszenie do przemyśleń. Czy powinnam to robić zawsze i za każdym razem? Czy ja bym chciała aby Czytelnik robił to zawsze i za każdym razem?

Czy jestem egoistką? Gdy tak się sobie przyjrzałam, wygląda na to, że jednak najczęściej oczekuję reakcji. Dlatego uwielbiam Disqus. Czasami czuję się jak na czacie, gdy z jednego komentarza tworzy się cały dialog, rozmowa. I jeszcze mogą się do tego włączyć inne osoby. To przecież fajna sprawa, gdy czyjś tekst wywołuje burzę mózgów, a komentarze przedłużają lub wręcz poszerzają wątek wpisu. 

Wracając do wpisu Hani. Czytając go, wielokrotnie myślałam – mam tak samo, też tego chcę, też tego oczekuję. Tak by było idealnie. Gdyby każda osoba, która trafia na bloga zostawiała po sobie ślad. Oczywiście miły ślad. To by było życie. To by był odzew. To by była nagroda! Czy mam prawo jej oczekiwać? Może nie, ale jako czytelnik mam przywilej ją ofiarować. 

Z drugiej strony zastanawia mnie fakt, przez ile komentarzy przedrze się bloger, którego teksty komentują każdorazowo dziesiątki osób. Serio. Przecież to kolejny etat obok blogowania. Zdarzają się teksty, pod którymi pojawiają się setki komentarzy – czy ktoś to w ogóle czyta? Czy ktoś przeczyta moją myśl, która tłoczy się gdzieś pomiędzy setką innych. I czy jest szansa, że ktoś na nią zareaguje? Czy z tego powodu powinnam rezygnować?

Odezwa wzywająca do komentowania nie powstanie, ale jeżeli tylko podglądasz blogi – koniecznie przeczytaj Nie komentujesz? Nie znasz życia. Ja dorzucam swoje trzy grosze.

 

Komentujmy na blogach – to dodaje skrzydeł piszącym. Reagujmy na komentarze – to uskrzydla komentujących.