Top

Jesteśmy już po letniej przerwie wakacyjnej – szkoda. Z powodu tegorocznej aury i niewielu prawdziwie letnich dni, wszyscy czujemy niedosyt. Dwa tygodnie we Włoszech, owszem doładowały baterie, ale aby nabrać energii naprawdę słońce powinno częściej się pokazywać.

 

W tym sezonie basen trzy razy wylewał z powodu opadów i nadmiaru wody. Kąpiele można policzyć niemalże na palcach rąk. Kalendarzowe lato jeszcze trwa, ale tutaj nie było go widać, ani z jego początkiem, ani w połowie sierpnia – właściwie chyba nie ma na co czekać i basen można złożyć. To chyba ostatni jego sezon. Zastanawiam się, czy w przyszłym roku warto się w to wszystko bawić. Chłopcy są coraz starsi i gumowy basen na tarasie zwyczajnie przestanie im wystarczać.

 


Dzisiaj był pierwszy dzień szkoły. Jeszcze łagodny, bo przedpołudniowe lekcje skończyły się wcześniej. Po południu już zgodnie z planem, ale jeszcze bez pracy domowej. Od jutra wszystko rusza pełną parą.

 

Z tego punktu widzenia, brak upałów jest akurat dobry, temperatura około 20 stopni – do przyjęcia, ale poranki są już stanowczo zbyt chłodne, w nocy temperatura spada sporo poniżej 10 stopni. Jeszcze raz zapytam – gdzie to lato? Mimo iż szkołę zaczynamy tutaj trzy tygodnie wcześniej niż w Polsce, mam uczucie jakby był wrzesień i to późny wrzesień.

 

Bartuś rozpoczął czwartą klasę, największą zmianą jest nowy wychowawca. Poza tym objęła go kolejna reforma i już wiemy, że nauka będzie trwała do szóstej klasy, a nie tak jak wcześniej, kiedy Szkoła Pierwszego Stopnia kończyła się w naszym kantonie na 5 klasie. Równają do większości, byliśmy jednym z dwóch ostatnich kantonów z pięcioletnią Primarschule. Nasz starszy syn, nadal będzie chodził na lekcje gitary i treningi piłki nożnej.

 

Igorek jest już w drugiej klasie, dla niego podstawowe zmiany to pojawienie się religii oraz lekcja gry na instrumencie – wybrał keyboard. Poza tym nie będzie w tym roku chodził na dodatkowe zajęcia na sali gimnastycznej tylko wedle życzenia na basen.

 

Do tej pory nie otrzymaliśmy potwierdzeń z Polskiej Szkoły, ale może to, dlatego że szkoła działa zgodnie z polskim kalendarzem zajęć. Chłopcy byli też zapisani na angielski, ale kurs został przesunięty. Nie wiem, czy będziemy szukać innego, bo już teraz rozkład zajęć mają napięty, szczególnie Bartuś.

 

Cóż pierwszy tydzień zawsze jest najgorszy, najgorszy dla mnie, bo muszę zgłębić logistykę zajęć obu panów i zwalczyć nawyki wyuczone w poprzednim roku szkolnym. I jak zawsze – pierwszy dzień oraz pierwszy tydzień szkoły jest najbardziej stresujący dla… rodzica.

 

My zabieramy się do roboty tzn. do nauki.

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

@Fragmentator

Fragmenty codzienności i naszych podróży na Instagramie