Top

Igorek po powrocie ze szkoły, ze szczegółami opowiada mi historie swojego dnia. Zazwyczaj chodzi o to, co powiedziała pani, co zrobił kolega X i gdzie Igorek tym razem się wywrócił.

 

Najczęściej spotyka to Małego przed szkołą, ale muszę mieć dokładnie opisane miejsce jego ostatniej stłuczki z „Boden”. Czyli z ziemią, chodnikiem lub jak często mówią chłopcy z „podłogą” – chociaż tak naprawdę chodzi o upadek poza domem.

 

A wszystko przez szerokie, polskie znaczenie tego słowa:

der Boden
dno, dół, gleba, grunt, poddasze, podłoga

 

empatia

 

Odeszłam od tematu… Dzisiaj Igorek opowiadał mi, że razem z Marko (to ten chłopiec od naleśników) zażartowali sobie z Lorenza.

Otóż próbowali mu wmówić, że Marko nie jest Marko, tylko swoim bliźniakiem, bo właściwy Marko jest z Afryce!

Tak. Grubymi nićmi szyte i jak sam Igorek przyznał – Lorenz nie wyglądał na przekonanego.

 

Wysłuchałam całej historii, a na koniec pytam:

– Igorku, a Ty byś chciał, żeby ktoś tak z Ciebie zażartował? 

Igorek jak zwykle z rozbrajającą szczerością oznajmił:

– No… jak bym wiedział, że robi mnie w konia, to nie.

 

 

Tak, ja też nie lubię być świadoma, że jestem robiona w konia. Co innego jak o tym nie wiem.

@Fragmentator

Fragmenty codzienności i naszych podróży na Instagramie