Top

 

I jesteśmy.
Wróciłam z chłopcami do domu. Po trzech tygodniach ferii.

Musimy na nowo odnaleźć się w szwajcarskiej rzeczywistości, ale przede wszystkim ponownie wdrożyć się we wszystkie obowiązki. Ja muszę nadrobić powstałe zaległości – najróżniejszej maści i treści, a sporo się tego uzbierało.

Przeszło mi koło nosa październikowe wyzwanie blogowe u Uli. Szkoda, bo podobały mi się tematy.
Nie odpowiedziałam jeszcze na nominację od Slavic Nature (blog zamknięto) do Liebster Blog Award, za którą ogromnie dziękuję Ewelinie.

las 03

Miałam problemy techniczne. Blog został zablokowany, gdyż przeciążał serwer. A przeciążał serwer, bo coś czy ktoś go zaatakował. Szczerze mówiąc, do dzisiaj nie zrozumiałam w pełni technicznego bełkotu, którym raczyła mnie pomoc techniczna. Choć uczciwie muszę przyznać, że za każdym razem „uprzejmie mnie pozdrawiano i oferowano dalszą pomoc”.

Problemu definitywnie nie rozwiązałam. Zrobiłam tylko fastrygę i boję się, że jak szybko nie znajdę lepszego rozwiązania, to znowu będziemy się serdecznie pozdrawiać z uprzejmym działem pomocy.
Mam straszliwe zaległości blogowe, przede wszystkim czytelnicze, ale także piśmiennicze. Obiecuję, że kolejno będę nadrabiała.

las 02

Zapisałam się także na kurs u Uli, bo uznałam, że przyda mi się Jej zastrzyk pozytywnej energii. Blogowanie to jednak spore wyzwanie. Mam wrażenie, że nie radzę sobie z odpowiednim wykorzystaniem energii jaką temu poświęcam. Para idzie w gwizdek, noce zarwane, a efekt marny.

Rozpraszają mnie detale (np. setny raz zmieniam układ i kolorystykę bloga), a nie mam sił lub zapału do napisania tekstu, który świta mi w głowie. Potrzebuję wyprowadzenia na prostą i liczę, że właśnie Ula mi w tym pomoże.

Już teraz wiem jedno – tylko jeden blog! Nie mam czasu, energii, a może nawet wystarczającego zapału aby dzielić tematykę moich wpisów na oddzielne blogi. Dlatego muszę połączyć Fragmentator i Podróże nadgryzione. Wiem, że zrobi się tu straszliwy galimatias i masło maślane, ale muszę to jakoś ogarnąć. Jedna ja – jeden blog.

Będę na to potrzebowała sporo czasu, przede wszystkim ze względu na ogromną ilość zdjęć, ale może do wiosny jakoś się uporam.

las 01

Wiecie, że wczoraj dla złapania pozytywnej energii zaciągnęłam swoich chłopaków do lasu obiecując sobie i im jesienną sesję fotograficzną. Moje rozczarowanie było ogromne, bo jesieni tam wcale nie było.

Przynajmniej takiej jakiej szukałam – mieniącej się złotem i purpurą. W Polsce nie znalazłam czasu na taką sesję, a tutaj nie znalazłam takiej jesieni… Nawet nie wiecie jak żałuję.

Gdy miałam czas i pogodę, to akurat nie miałam aparatu. Jak obok był aparat to wydawało mi się, że jeszcze zdążę, jeszcze będzie okazja. I przegapiłam. Wyjechaliśmy.

Trzeba łapać chwile, doceniać momenty, znajdować czas. Łapać oddech, umieć zwolnić, znaleźć czas na… przyjemność. Pójść pod prąd, wyjść na chwilę z zaklętego kręgu codziennej gonitwy.

Mieszkałam przez tydzień w pięknym lesie. Wystarczyło 15 min, a dzisiaj bym Wam pokazała polską, złotą jesień. Nie znalazłam czasu…

Może Wam jeszcze się uda – chwytajcie chwile!