Top

Znacie przypadłość bąka? Nikt mu nie powiedział, że ma zbyt małe skrzydełka aby latać, więc nieświadomy teorii aerodynamicznej – bąk lata. To dowód na to, że czasami lepiej nie znać własnych ograniczeń. Sama miałam tego dowód wczoraj…

 

W Szwajcarii oczekuje się od rodziców czynnego zaangażowania w życie dzieci. Nie chodzi tylko o to, aby w weekend zamiast siedzieć przed telewizorem zdobyć kolejny szlak górski lub przynajmniej wyjść na spacer. Wolne środowe popołudnia powstały po to aby w środku tygodnia pracy, dać sposobność do spędzenia czasu z dzieckiem. Wielu starszych Szwajcarów wspomina to z wielką czułością. Dzisiaj nawet Szwajcarów dopadł pośpiech i rywalizacja. Rodzice po obiedzie wracają do pracy, a dzieci idą na zajęcia pozalekcyjne. Ale wiele mam właśnie środowe popołudnia stara się mieć wolne.

Innym zwyczajem jest przygotowywanie dla dzieci różnego rodzaju niespodzianek i prezentów. I nie chodzi mi o urodzinowe przyjęcie niespodzianka. Na pierwszym zebraniu w przedszkolu, jeszcze przed wakacjami, pani nauczycielka rozdała nam na koniec drewniane jojo. Na stołach leżały farby, brokaty, mazaki a my zostaliśmy poproszeni o ozdobienie zabawki. Gdy dzieci przyszły pierwszego dnia do przedszkola, czekała na nich niespodzianka w postaci indywidualnie zdobionego i podpisanego własnym imieniem – jojo. Wielokrotnie na zebraniach proszono nas o robienie laurek, pisanie motywujących liścików itp.

Natomiast wczoraj brałam udział w innych pracach plastycznych. W tym roku do Pierwszej Komunii przystępuje Igorek. Dwa lata temu taką uroczystość świętowaliśmy z Bartusiem. Na etapie przygotowań do tego wielkiego dnia, pojawia się dzień prac plastycznych. Jako wyraz naszej miłości oraz wsparcia i w ramach pamiątkowego prezentu – rodzicie robią dla dziecka krzyżyk. U nas tworzywem jest drewno i metal, ale w gminie obok jest to np. kamień.

I tutaj zaczyna się moja historia bąka… Gdy dwa lata temu poszłam robić krzyżyk dla Bartusia, zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Panie drobiazgowo wytłumaczyły kolejne etapy pracy. Pokazały przykłady. Nie wiem jak taka technika plastyczna się nazywa. Przeszukałam cały Internet i najbardziej podobne efekty daje Water Marbling. Dla osoby takiej jak ja, która nie tyka najmniejszych nawet prac plastycznych, uzyskanie takich fantazyjnych wzorów jest właściwie niewykonalne. Zwyczajnie nie wystarcza mi fantazji.

1

Nie ma jednak litości i zadanie trzeba wykonać. Panie kilkakrotnie podkreślały, że nie można tą techniką robić konkretnych kształtów. Do mnie jednak ta informacja nie dotarła lub może wyparłam ją ze świadomości, bo od początku wiedziałam co chcę namalować i poszłam w konkret. Jak ten bąk. Bo u trzmiela nie o finezję chodzi tylko o siłę. Naukowcy twierdzą, że lot bąka zupełnie pozbawiony jest gracji. To co wyszło spod moich rąk także finezją nie było. Ale wszystkie panie stały nade mną, bo na ich oczach zaprzeczałam teorii, którą dopiero co rodzicom ogłosiły – żadnych konkretnych kształtów!

2

Krzyżyk, który zrobiłam dla Bartusia do najpiękniejszych nie należał. Finezją i fantazją nie zachwyca. Jednak przez panie został obfotografowany jako jedyny. Może jako przykład – tak nie robić.

Gdy wczoraj poszłam na prace plastyczne. Wiedziałam, że drugi raz z motyką na słońce się nie porwę. Wiedziałam na czym polega technika. Rozumiałam zasady. Znałam ograniczenia. Materiału i swoje. I wiecie co. Tym razem zaplanowałam bardzo prosty wzór. Obramowany krzyżyk, a w środku serce. Tylko tyle i jak się okazało aż tyle.

Już wiem, że mam za małe skrzydełka aby latać. Nie wyszło mi ani obramowanie, ani tym bardziej serce. Farby się połączyły, kontury całkowicie rozmazały. I nawet nie będę tego zwalała na trudny dzień i trzęsące się ręce. Poznałam ograniczenia – czasami łatwiej coś zrobić nie znając ich…

I tu płynnie przechodzę do innej historii. Wiecie, że ja do Szwajcarii trafiłam dlatego, że ścieżka kariery Mojego Męża przekroczyła granice Polski. Aby ją kontynuować zdecydował się na wyjazd do europejskiej centrali. Ja z maleńkim wtedy Bartkiem dołączyłam do Niego, tutaj w Szwajcarii.

Teraz ta ścieżka powinna przekroczyć granice Europy. Dlatego tak często jestem z chłopcami sama. Ale ja już poznałam ograniczenia. Wiem co to życie na emigracji. Wiem jak się tęskni za rodziną, przyjaciółmi i znajomymi miejscami. Wiem jak rzadko wsiada się w samolot chociaż lot trwa tylko 2h. Wiem już, że taka sama tęsknota może dokuczać dzieciom. A to i tak najmniejsze z wyzwań.

10 lat temu nie znałam teorii aerodynamicznej i jak ten trzmiel wzbiłam się do lotu. Dzisiaj jestem świadoma ograniczeń, znam teorię, doświadczam praktyki. Ja już wiem, że bąk ma za małe skrzydła aby latać. Wiem też, że mimo wszystko lata. Myślicie, że to niewiedza czy siła unoszą go do góry?