Jak szybko zostać minimalistą?

Należy dorobek życia spakować w kartony, zamknąć w kontenerze, a ten wysłać drogą morską na inny kontynent. Ponieważ taka procedura trwa znacznie dłużej niż 21 dni, jest szansa na wyrobienie nowych nawyków. A już z pewnością jest okazja do skosztowania życia w minimalizmie, takim surowym (nie instagramowym czy innym facebookowym) wydaniu.

 

Zaczęłam pisać ten post 9 lipca, ale ostatnie tygodnie to była jazda bez trzymanki. W tym również jazda do Polski samochodem. I pomyśleć, że przez 14 lat mieszkania w Szwajcarii, nawet raz nie przejechałam kilometra poza szwajcarską granicą. Teraz w krótkim czasie pokonałam trasę do i z Polski dwukrotnie, ale akurat za tym nie będę tęskniła. Tzn. za tak długą jazdą samochodem, bo za Polską i Szwajcarią tak…

 

Na jakim etapie przeprowadzki jesteśmy?

Rzeczy zostały spakowane, zapakowane do kontenera i wysłane w około miesięczną drogę do nowego miejsca, jakim będzie wynajęty w Stanach dom. My na ten czas zamieniliśmy się w minimalistów i śmiem twierdzić, że doskonale się w tym surowym minimalizmie odnajdujemy.

Przynajmniej chłopaki, bo ja na myśl o gotowania przy użyciu jednego garnka tracę wenę, której i tak nigdy w namiarze nie miałam. Za to narzędzi i robotów kuchennych pewnie tak. No cóż, nikt nie jest doskonały i przyznaję – tęsknię za moim blenderem, który kroił, miksował i szatkował za mnie. A teraz jest u Mojej Mamy, bo ze względu na inne napięcie, nie warto go było wysyłać za ocean.

Rzeczy trafiły do kontenera 9 lipca, a 10 lipca o 3 godzinie w nocy ruszyłam z chłopcami w stronę Polski. Ponad 1300 km przejechałam na raz i wiem już, że jeżeli nie ma takiej potrzeby, to nie warto się tak męczyć i wystawiać na taki trud.

Do Polski pojechaliśmy pożegnać się z najbliższymi. Wywiozłam przy okazji trochę drobnej elektroniki, sprzętów kuchennych, książek oraz alkohol, bo do kontenera nie można zapakować żadnych płynów.

Jednak najwięcej miejsca w bagażniku zajmowały pojemniki z resztkami farby, których przez 10 lat trochę się nazbierało, a gdy chciałam je wywieźć na szwajcarskie wysypisko, kwota ponad 500 CHF skutecznie mnie zniechęciła.

W trakcie przygotowań do pakowania oraz przy porządkowaniu mieszkania, kilkukrotnie wywoziliśmy różne rzeczy na wysypisko. Samochód staje wtedy na wadze i płaci się za każdy przywieziony kg śmieci. To również nie są małe kwoty, ale pojemniki po farbach, to już totalne szaleństwo. Taniej wychodzi kupić puszkę farby niż ją później zdeponować na wysypisku.

Do Szwajcarii wróciliśmy 15 lipca, ale wracałam już z przystankiem na nocleg w połowie drogi.

Od 16 lipca zabrałam się za malowanie. Początkowo planowałam odmalować tylko Hobbyraum, ale gdy pozdejmowaliśmy obrazy ze ścian, okazało się, że musimy odmalować także drugi przedpokój oraz jedną ścianę w salonie. Problem polegał na tym, że przedpokój był lawendowy a ściana szara i trzeba było kilku warstw farby, aby zakryć kolory, a to znacznie wydłużyło malowanie.

Ponieważ Mąż jest tuż po operacji przepukliny, cały fizyczny ciężar przeprowadzki spadł na mnie. Mogłam liczyć na pomoc synów, ale byłam już tak zmęczona, że w ostatniej chwili zdecydowaliśmy się na pomoc firmy sprzątającej. Dzięki temu nie myłam okien i nie sprzątałam kuchni.

 

Po wysprzątaniu mieszkania, wywiezieniu ostatnich rzeczy na wysypisko oraz oddaniu rzeczy, które pożyczyliśmy „na przetrwanie” zamknęliśmy za sobą drzwi naszego szwajcarskiego mieszkania. Tego dnia, czyli w piątek wieczorem, 20 lipca zameldowaliśmy się w hotelu niedaleko lotniska, aby noc przed wylotem do Stanów spędzić już w mniej minimalistycznych warunkach.

Następnego dnia, czyli 21 lipca rozpoczęliśmy naszą podróż do Stanów Zjednoczonych. Spakowani w 4 większe walizki, 5 kabinowych oraz 3 plecaki. Nie wiem jak taksówkarz zapakował nas z tym wszystkim do swojego samochodu. Chłopaki patrzyli na niego z wielkim podziwiem, kwitując, że to wyższy poziom Tetris.

 

Lot mieliśmy z przesiadką w Londynie. Lecieliśmy liniami British Airways. W Atlancie wylądowaliśmy około godziny 19:30 lokalnego czasu.

Po dwóch godzinach stania w kolejce do kontroli granicznej oficjalnie przekroczyliśmy granicę Stanów Zjednoczonych i rozpoczęliśmy naszą amerykańską przygodę, ale to już jest materiał na kolejne wpisy, na które już teraz zapraszam.

Poprzedni wpis
Następny wpis