Indie w Singapurze. Dzielnica Little India. Letnia metamorfoza

Przenoszenie i kopiowanie plików w OSX

Od dwóch dni walczę z naszą ogromną biblioteką zdjęć. Kopiuję, przenoszę, usuwam oraz próbuję stworzyć przejrzystą i czytelną strukturę katalogów. Gdy rano usiadłam do komputera, zauważyłam, że sposób w jaki jeszcze wczoraj przenosiłam pliki – dzisiaj nie działa i pomyśleć, że dopiero co odtrąbiłam zwycięstwo. Naprawdę jeszcze wieczorem myślałam, że pojęłam to całe przenoszenie i kopiowanie.

Zbadałam temat – najwyższy czas opanować jedną z podstawowych czynności, czyli przenoszenie i kopiowanie plików w OS X.

 

Przenoszenie

czyli „zabieranie” plików w inne miejsce,
z pierwotnego położenia są one usuwane.

 

Kopiowanie

czyli „powielanie” plików,
pozostają one w pierwotnym miejscu oraz pojawiają się w nowym.
Charakterystyczna dla kopiowania jest ikonka zielonego plusa.

 

Okazuje się, że „tajemnica” tkwi w tym, iż system OS X zakłada domyślnie, że dane w ramach tego samego dysku przenosimy.

  • Przenoszenie danych w ramach tego samego dysku – przeciągamy plik lub katalog w docelowe miejsce
  • Kopiowanie danych w ramach tego samego dysku – przeciągamy plik lub katalog w docelowe miejsce, przy wciśniętym CMD (charakterystyczne dla kopiowania jest to, że pojawia się wtedy zielony znak +).

Domyślnie, dane między różnymi dyskami kopiujemy (powielamy).

  • Przenoszenie danych między różnymi dyskami – przeciągamy plik lub katalog w docelowe miejsce, przy wciśniętym CMD (przenosimy, czyli nie powinno być znaku +)
  • Kopiowanie danych między różnymi dyskami – przeciągamy plik lub katalog w docelowe miejsce

Pamiętając co zakłada system, można to sobie wytłumaczyć tak. Jeżeli działamy wbrew niemu, musimy „za karę” wcisnąć dodatkowo CMD.


Uwaga:
Jeżeli zapomnimy o wciśnięciu CMD, to zawsze możemy zrobić to w ostatniej chwili, tuż przed zakończeniem czynności.

Poprzedni wpis
Następny wpis
  • Iza

    Ja na początku korzystałam, bo wszystko mnie interesowało i fascynowało. Z czasem się uwsteczniłam.

  • Iza

    Mój Mąż też miał u siebie na dysku, ale Go ostatnio namawiałam na porządki, nie wiem z jakim efektem. Najgorsze, że to chodzi o lata, a w tym czasie komputery były wymieniane i kopie danych właśnie na dysku zewnętrznym robione. Teraz do Męża mówiłam, że osobne pomieszczenie na archiwum trzeba stworzyć. Kilka dysków i tworzenie automatycznych zapisów w kilku miejscach. Nosz trafia mnie na samą myśl, że możemy jakieś zdjęcia stracić.

  • W na macu można łatwo tagować kolorowymi kropkami, a kolorom przypasowujemy kategorie, itd. Ale ja nie korzystam z tego.

  • Rae

    Jedna kopia u mnie na dysku, druga kopia u męża na dysku, do tego na dysku zewnętrznym trzecia. A czwarta na serwerze
    I nie, to wcale nie paranoja, już mieliśmy taki przypadek, że ostała się tylko w jednym miejscu.
    Synchronizowane mniej więcej raz 2 tygodnie, chyba, że po większej partii – po wakacjach, po jakiejś większej imprezie.

  • Iza

    A czemu walczysz? Przestawiasz się z Windowsa na OS X, czy to jeszcze inny rodzaj walki?

  • Iza

    Sama nie wiem jak to się stało, że ze skrótów przeniosłam się na gesty. Chyba lubię to widzieć. Serio, muszę odświeżyć pamięć i wrócić do magii – kiedyś te różne komendy (skróty) wręcz mnie fascynowały.

  • Iza

    U nas padł dysk zewnętrzny, na który od lat zgrywaliśmy zdjęcia. Pomyślałam – nie ma to jak płyta, najbezpieczniejsza. I wtedy sobie uświadomiłam, że ani ja ani Mąż nie mamy w laptopach czytników płyt CD, od lat ich już nie używaliśmy. Sama już nie wiem jaka forma archiwizacji zdjęć i ile kopii można uznać za bezpieczne. A zdjęcia to dla nas najważniejsze, często jedyne pamiątki. Tylko zawsze trudno zabrać się do ich uporządkowania…

  • I ja musze sie zabrac za porzadki. Tylko przyznaje szczerze, ze walcze z tym Mac Bookiem, oj walcze!

    • Iza

      A czemu walczysz? Przestawiasz się z Windowsa na OS X, czy to jeszcze inny rodzaj walki?

  • Iza

    Ja jeżeli chodzi o zdjęcia, a właściwie ich katalogowanie, mam całą masę genialnych postanowień (w tym tagowanie), tylko ich realizacja jakoś tak zupełnie mi nie idzie. Jak mówisz, to katorżnicza praca i u mnie kończy się na idei.

  • Rae

    Pod Windowsem jest prawie tak samo. Przeciąganiu myszką wciśnięty ctrl to kopiowanie, shift przenoszenie. I defaultowo bez przyciśniętego klawisza na tej samej partycji (partycji, nie dysku!) przenosi, na inną partycję – kopiuje.
    Ale ja raczej używam ctrl+c, ctrl+v, ctrl+x. Przenoszenia myszką używam w zasadzie tylko jak wrzucam do podkatalogów.
    Nie wiem jak w Apple, ale pod Windowsa są całkiem fajne programy do tagowania zdjęć – co przy moim systemie świetnie się sprawdza, chociaż otagowanie większej ilości fotek (po wakacjach chociażby) to praca katorżnicza.

    • Joanna Julia Sokołowska

      W na macu można łatwo tagować kolorowymi kropkami, a kolorom przypasowujemy kategorie, itd. Ale ja nie korzystam z tego.

      • Iza

        Ja na początku korzystałam, bo wszystko mnie interesowało i fascynowało. Z czasem się uwsteczniłam.

    • Iza

      Ja jeżeli chodzi o zdjęcia, a właściwie ich katalogowanie, mam całą masę genialnych postanowień (w tym tagowanie), tylko ich realizacja jakoś tak zupełnie mi nie idzie. Jak mówisz, to katorżnicza praca i u mnie kończy się na idei.

      • Rae

        Jedna kopia u mnie na dysku, druga kopia u męża na dysku, do tego na dysku zewnętrznym trzecia. A czwarta na serwerze
        I nie, to wcale nie paranoja, już mieliśmy taki przypadek, że ostała się tylko w jednym miejscu.
        Synchronizowane mniej więcej raz 2 tygodnie, chyba, że po większej partii – po wakacjach, po jakiejś większej imprezie.

        • Iza

          Mój Mąż też miał u siebie na dysku, ale Go ostatnio namawiałam na porządki, nie wiem z jakim efektem. Najgorsze, że to chodzi o lata, a w tym czasie komputery były wymieniane i kopie danych właśnie na dysku zewnętrznym robione. Teraz do Męża mówiłam, że osobne pomieszczenie na archiwum trzeba stworzyć. Kilka dysków i tworzenie automatycznych zapisów w kilku miejscach. Nosz trafia mnie na samą myśl, że możemy jakieś zdjęcia stracić.

  • Nigdy nie zwróciłam uwagi na ten plusik. Ja używam skrótu cmd+c do kopiowania do bufora (czyli odpowiednik microsoftowego ctrl+c) i cmd+v (odpowiednik ctrl+v) do wklejania w docelowym miejscu. Albo z menu rozwijanego (kliknięcie dwoma palcami na plik) wybierak "Kopiuj", a potem "Wklej". To, że przeciąganie w obszarze tego samego dysku, to jest przenoszenie mnie zupełnie nie dziwi – analogicznie jest pod Windowsem

    • Iza

      Sama nie wiem jak to się stało, że ze skrótów przeniosłam się na gesty. Chyba lubię to widzieć. Serio, muszę odświeżyć pamięć i wrócić do magii – kiedyś te różne komendy (skróty) wręcz mnie fascynowały.

  • wDrodzeDoNikad.blogspot.com

    Zdjęcia staram się (zwykle po ok roku gromadzenia) zgrywać na płytę. Tego jest tyle…

    • Iza

      U nas padł dysk zewnętrzny, na który od lat zgrywaliśmy zdjęcia. Pomyślałam – nie ma to jak płyta, najbezpieczniejsza. I wtedy sobie uświadomiłam, że ani ja ani Mąż nie mamy w laptopach czytników płyt CD, od lat ich już nie używaliśmy. Sama już nie wiem jaka forma archiwizacji zdjęć i ile kopii można uznać za bezpieczne. A zdjęcia to dla nas najważniejsze, często jedyne pamiątki. Tylko zawsze trudno zabrać się do ich uporządkowania…

      • Rae

        Jedna kopia u mnie na dysku, druga kopia u męża na dysku, do tego na dysku zewnętrznym trzecia. A czwarta na serwerze I nie, to wcale nie paranoja, już mieliśmy taki przypadek, że ostała się tylko w jednym miejscu. Synchronizowane mniej więcej raz 2 tygodnie, chyba, że po większej partii – po wakacjach, po jakiejś większej imprezie.

        • Iza

          Mój Mąż też miał u siebie na dysku, ale Go ostatnio namawiałam na porządki, nie wiem z jakim efektem. Najgorsze, że to chodzi o lata, a w tym czasie komputery były wymieniane i kopie danych właśnie na dysku zewnętrznym robione. Teraz do Męża mówiłam, że osobne pomieszczenie na archiwum trzeba stworzyć. Kilka dysków i tworzenie automatycznych zapisów w kilku miejscach. Nosz trafia mnie na samą myśl, że możemy jakieś zdjęcia stracić.