Poduszka w roli głównej!

Wiecie jaki jest najprostszy sposób na spektakularną zmianę wnętrza. Poduszki! Miałam o nich napisać już dawno temu. Zainspirowało mnie jedno z wyzwań Uli. W poście 10 rzeczy, których nikt o mnie nie wie przyznawałam się do moich słabości. Jedną z nich są właśnie poduszki.

Gdy w ramach innego wyzwania, pisałam o talencie do porywania się z motyką na słońce, musiałam do tekstu dołączyć zdjęcie. Przeglądając kolejne katalogi w poszukiwaniu zdjęcia z lustrem, przypomniały mi się poduszki.

Kiedyś robiłam sesje zdjęciowe mieszkania. Wysyłam zdjęcia rodzicom i siostrze, aby mogli śledzić zmiany. Już tego zaprzestałam, a szkoda. To fajna sprawa zobaczyć jak nasze wnętrza zmieniają się np. wraz z dorastaniem dzieci.

W obecnym mieszkaniu mieszkamy już 5 lat. Nie przestawiam już mebli w poszukiwaniu optymalnego ustawienia. Rzadziej chwytam za pędzel, chociaż ostatnio przemalowałam ścianę w salonie. Ale wreszcie nadszedł ten dzień… Po ponad 10 latach wymienimy kanapy.

Zmiana nie będzie drastyczna. Nawet nie wiem czy dla wszystkich zauważalna. Najbardziej obawiam się o wygodę. Nasze stare kanapy są rewelacyjne pod tym względem i chyba to najdłużej nas powstrzymywało. Obawiam się także koloru. Próbnik w postaci małych skrawków tkanin nie jest fajnym rozwiązaniem.

Nim jednak nowe kanapy zagoszczą w salonie (sklep zadzwonił z informacją o opóźnieniu i nie wiem kiedy kanapy do nas dotrą, a zamawiane były w styczniu) zrobiłam im ostatnią sesję zdjęciową. No dobrze – nie im tylko poduszkom.

 

Poduszki we wnętrzach

Dla mnie poduszki to najłatwiejszy sposób na odmianę kolorystyczną wnętrza. Wymieniam je z zależności od pory roku, nastroju czy świąt. Przez lata trochę ich uzbierałam. Nie kupuję ich nagminnie. Nie kolekcjonuję. Przyznaję jednak – nie jestem zbyt wybredna.

Lubię poduszki. Lubię szybki efekt odmiany jaki oferują. Nie lubię jednak chodzenia po sklepach. Nie mam cierpliwości do wertowania szerokiej oferty rynkowej. Nie śledzę trendów. Nie przeszukuję sklepów ani Internetu w poszukiwaniu inspiracji. To zawsze wynik impulsu, a kroki kieruję do najbliższego sklepu.

Zapraszam na mini sesję poduszkową. Na kanapy nie patrzcie – patrzcie na poduszki.

Taka kolorystyka gości teraz na naszych salonowych kanapach. Chciałam Wam jeszcze pokazać jak bawię się poduszkami. Właśnie za to je uwielbiam. Może Wam także się spodoba ten prosty sposób na odmianę wnętrza i podkreślenie nastroju.

 

Ręka do góry – kto jeszcze ma słabość do poduszek?

 

 


Poza fotografią tytułową (źródło: pexels.com), zdjęcia zaczerpnięte z domowego archiwum.

 

Poprzedni wpis
Następny wpis