Podsumowanie miesiąca Schönes Wochenende!

Schönes Wochenende!

Jakimś cudem usiadłam dzisiaj do komputera, więc może będzie 3 podsumowanie tygodnia.  Cotygodniowe pisanie jeszcze mnie nie rozkręciło i nie zaczęłam pisać cześciej, ale to kolejny drobny kroczek. I chociaż dzisiaj niewiele mam do napisania, to miniony tydzień był bardzo intensywny.

Weszliśmy już w kolejny weekend, więc

 

Rozkład jazdy

Miniony tydzień kojarzy mi się przede wszystkim z jazdą samochodem. Z powodu przedłużającej się choroby Igorka i zepsutego roweru Bartusia, swój rozkład dnia musiałam ściśle dopasować do rozkładu zajęć chłopaków. I chociaż zazwyczaj jestem przecież w domu, to zwiększona częstotliwość kursów do i ze szkół potrafi skutecznie wybić mnie z jakiegokolwiek rytmu.

Chłopcy planowo kończą lekcje o 11:50. Ja w tym czasie zaczynam szykować obiad, bo około 12:20 dwóch wygłodniałych nastolatków wkracza do domu z pytaniem „co będzie do jedzenia?” W takim tygodniu jak poprzedni, rutyna zostaje zachwiana…

O godzinie 11:50 muszę być pod szkołą Bartusia. Nawet jeżeli Starszy skończy lekcje punktualnie (co się nie często zdarza) i tak wiadomo, że Młodszy będzie pod swoją szkołą czekał. Każda minuta spóźnienia Bartka, to dodatkowa minuta czekania Igorka, a dla mnie mniej czasu na przygotowanie posiłku.

Zazwyczaj jesteśmy w domu o czasie powrotu chłopców, czyli o 12:20 z tą różnicą, że normalnie o tej godzinie jedzenie wjeżdża na stół, a nie zaczyna być szykowane. A ponieważ wygłodniały nastolatek zupą się nie najada, (przynajmniej nasi nastolatkowie) to najlepiej jak na obiad jest góra mięsa dla Bartka i góra kaszy dla Igorka.

Oczywiście tuż przed wyjściem po chłopców, to co mogę mam już podszykowane, ale to widać, że na szefa kuchni się nie nadaję.  Nie lubię gotować pod presją czasu, ale czasami muszę. Gdy już zjemy, a ja sprzątnę wsiadamy ponownie w samochód i rozwożę chłopców do szkół. A po drugiej części zajęć zaczyna się  kolejna jazda…

Różne godziny odbioru, uruchamiają prawdziwe działania logistyczne.   A gdy do tego dochodzą jakieś inne terminy, jak np. wizyta u lekarza i (o zgrozo) w aptece, cały mój misterny plan potrafi runąć. Tak było właśnie w mijającym tygodniu, bo

 

Poszłam do apteki

Kiedyś już opisywałam jak potrafi wyglądać wizyta w aptece. O mojej ostatniej wizycie, spontanicznie rozpisałam się już w komentarzach pod poprzednim postem. Aby się kolejny raz nie denerwować, wspomnę tylko, że przy kasie spędziłam 40 minut. Tym razem pani farmaceutka zakwestionowała dawkowanie witaminy, którą lekarz przepisał Igorkowi.

Gdy ja stałam w aptece, a Bartuś bombardował mnie smsami z pytaniami „gdzie jestem”, bo miałam Go odebrać ze szkoły, pani farmaceutka oznajmiała, że musi zadzwonić do lekarza, aby upewnić się co do wypisanej dawki. A ponieważ odmówiłam czekania kolejnych X minut, musiałam receptę podpisać i dopiero wydano mi leki.

To tak w dużym skrócie. I chociaż to do tej apteki mam najcześciej po drodze, obiecuję sobie, że nigdy więcej tam nie pójdę. Bo tylko tam za każdym razem kwestionowana jest recepta lekarska. A zwykłe wydawanie leku zamienia się w procedurę wywiadowczą. 

 

Erlach

W środę wybrałam się do koleżanki, która mieszka w Erlach. Ta maleńka miejscowość liczy niewiele ponad 1000 mieszkańców. W sezonie staje się bardziej ruchliwa ze względu na atrakcyjne położenie. Malownicze miasteczko, zamek na wzgórzu porośniętym winoroślami, jezioro Biel i szlak „Heideweg” na wyspę św. Piotra – perełka.

Pogoda dopisała, więc poszłyśmy na spacer. Mogłyśmy usiąść nad brzegiem jeziora, które o tej porze roku jest bardzo spokojne. I chociaż jadąc tam muszę pokonać 100 km trasę i przejechać 7 tuneli i to tylko w jedną stronę, to te wizyty są zawsze nagrodą. Miłe towarzystwo i piękne widoki. Szkoda, że ze względu na korki trasa zazwyczaj zajmuje sporo czasu.

 

 

Książka

Miałam napisać jeszcze o tym co przeczytałam w minionym tygodniu, ale patrzę na zegarek i widzę, że czas mi się kończy.  Jeżeli chcę opublikować wpis z datą piątkową (bez oszukiwania), to za chwilę muszę wcisnąć przycisk „Opublikuj”. Dlatego o książce postaram się zrobić osobny wpis, bo w jednym zdaniu się nie zmieszczę. A przeczytałam „Za zamkniętymi drzwiami”.

 

 

To tyle w dzisiejszym podsumowaniu. Wydawało mi się, że nie będę miała o czym napisać, ale ja chyba jestem w stanie rozpisać się na każdy temat, a nawet bez tematu.   Życzę

Poprzedni wpis
Następny wpis
  • Szwajcaria to piękne krajobrazy, ale jak dla mnie tyle tam dziwnych rzeczy – jak choćby te wizyty w aptece, że nie potrafiłabym się chyba przyzwyczaić.
    A zdjęcia – rewelacyjne chwila odpoczynku nad takim jeziorem i człowiek od razu ma większą ochotę do życia.

    • Iza

      Jak mówią „co kraj to obyczaj”, ale ostatnio do apteki wysłałam Męża. Do innej apteki. Obyło się bez przygód.

  • Rae

    Faktycznie widoki piękne, aż chciałoby się zobaczyć na żywo
    A co do kursowania – ja też za szofera robię, chociaż bez przerwy obiadowej, za to codziennie, bo do szkoły 10 km I raczej nie zapowiada się, żeby nawet w wieku Twoich chłopców miało się to skończyć, bo od nas nie ma dobrego dojazdu komunikacją miejską. Ale jak się decydowaliśmy na szkołę, to wiedziałam w co się pakuję, więc nie będę marudzić