Top

Miałam napisać wczoraj i to na zupełnie inny temat, ale rano przeczytałam wpis Anny i…
poszłam spać. My ludzie z depresją tak mamy. Staramy się przespać życie, a przynajmniej te jego momenty, które są dla nas jakimś wyzwaniem. Bo człowiek z depresją nie ma siły na wyzwania. Inna sprawa, że wyzwaniem bywa umycie zębów lub zakupy w warzywniaku.

Mnie powaliła myśl, że w wieku 41 lat mentalnie jestem na poziomie nastolatki. Przynajmniej gdyby oceniać mnie na podstawie mojego bloga, bo w najsłabszych okresach mojej choroby bywam na poziomie bezbronnego niemowlęcia. Ale ostatnio lekarz zmienił mi leki i wydaje mi się, że faktycznie wspinam się na poziom nastolatki.

Próbowałam sobie wmówić, że to właściwie dobra wiadomość. Można powiedzieć, że nadal jestem młoda duchem. Przecież to teraz takie modne „odkrywać w sobie dziecko”. Ale nawet ja, w lekko otępiałej od leków głowie, czuję gdzieś w głębi, że to jednak obciach. To obciach w moim wieku prowadzić blogaska, do tego jeszcze w różowych kolorach.

Poszłam spać…

Wstałam i gdyby nie fakt, że bluźnię tylko jak prowadzę samochód i to też nie zawsze, więc gdyby nie to, to pierwsze co bym zrobiła po przebudzeniu, to siarczyście rzuciła mięsem. Bo sen nic mi nie dał. No, może poza bólem głowy. Obudziłam się i pomyślałam, no ale przecież ja już tłumaczyłam, że nigdy nie będę poważnym blogerem.

Czy jeżeli mój blog jest pamiętniczkiem, blogaskiem w różowych kolorach, to powinnam czuć wstyd, że go prowadzę? Bo skoro wstyd powinny odczuwać nastolatki, to tym bardziej i ze wzmożoną siłą powinna tak pomyśleć 41 baba. I tak pomyślałam. Nim poszłam spać. A później wstałam…

Wstałam i pomyślałam o swoich początkach. O początkach tego bloga, bo swoje pierwsze w sieci miejsce miałam ponad 12 lat temu. Tego bloga założyłam 4 lata temu. W jednym z dołków, które systematycznie i ochoczo nawiedzają mnie od wielu lat. Pisanie i robienie zdjęć miało być dla mnie terapią. Zajęciem dla mojej głowy i przekierowaniem myśli gdziekolwiek indziej, byle nie tam gdzie akurat krążyły.

Nie mam misji. Nie chcę roztrząsać tematu depresji, chociaż towarzyszy mi w tle, a czasami wychodzi na pierwszy plan. Dlatego do tej pory tylko raz o niej wspomniałam, a pod wpisem wyłączyłam komentarze. Chcę prowadzić pamiętnik. Nie w zeszycie, bo nie mam zdolności plastycznych. Za to blog pozwala mi się estetycznie wyżyć.

Uwielbiam zdjęcia i cały czas uważam, że papierowe albumy są najwygodniejszą formą do ich przeglądania. I gdybym chciała wywołać tylko połowę z nich, to nawet przejście na suchy chleb i wodę nie zrównoważy wydatków związanych z zakupem regałów, albumów i papieru fotograficznego. Nie mówiąc o systematycznej rozbudowie mieszkania, bo przecież gdzieś to wszystko trzeba pomieścić. Dlatego pojawił się blog. Wbrew pozorom wychodzi taniej.

To są tylko niektóre z powodów, dla których w wieku 41 lat prowadzę blogaska. Staram się prowadzić, bo ostatnio wygrywała choroba. Nie jestem idealna. Podobno ideały są nudne. Mi do ideału daleko, w świetle tego co napisałam, to chyba nawet dobrze. Gorzej, że mój blog także nie jest. Ale nie promuję go zbyt natarczywie, więc może aż tak bardzo nie grzeszę.

Częściej czaję się u innych. I znalazłam kolejne ciekawe miejsce, to blog nieidealnaanna.com, bo wbrew pozorom zgadzam się z Anną. W tym i w innych wpisach, które zdążyłam już u Niej przeczytać. Cieszę się, że tam trafiłam.

 

Poprzedni wpis
Następny wpis