Top

Jak minęły Wam święta? Zauważyłam, że sporo blogów miało świąteczną przerwę. Większość autorów uznała, że święta to dobry moment na pauzę. Ja miałam na czas świąt ustawioną automatyczną publikację postów. Myślałam, że po planowanym na środę powrocie z marszu wejdę w rytm pisania. Plan jednak nie wypalił.

 
Przez ostatni tydzień tyle się wydarzyło, że jeszcze nie jestem gotowa aby spokojnie przejść nad tym do porządku. Niech puentą będzie fakt, że z Polski do Szwajcarii wracałam na wariackich papierach sama z chłopcami. Mąż musiał zostać w Polsce.

Do domu dotarłam w czwartek rano. W sobotę wieczorem dojechał do nas Mój Mąż. Od wczoraj jest u nas Moja Siostra z rodziną. Na ponad tydzień populacja naszego domostwa wzrośnie dwukrotnie, a pod koniec tygodnia nawet 2,5-krotnie. Na kilka dni dołączą do nas także Rodzice. A wszystko za sprawą Pierwszej Komunii Igorka, którą będziemy świętować w niedzielę. Wzrostu populacji na ten dzień jeszcze nie przeliczyłam.

O tym jak bardzo zakręcona byłam w ostatnim okresie niech świadczą fakty. Np. pomyliłam godzinę uroczystości komunijnej! Nie wiem jak to możliwe, ale na zaproszeniach wypisałam wszystkim godzinę 8 rano. Dopiero po powrocie odkryłam błąd. Teraz muszę na gwałt wszystko odkręcać i zapraszać gości na godzinę 11. Z dwojga złego lepiej chyba, że pomyliłam się w tę stronę.

Jeżeli istnieje choroba, która powoduje problemy z zapamiętywaniem godzin, to ja ją najwidoczniej złapałam. W piątek miałam dla chłopców umówionego stomatologa. Pośród piątkowej bieganiny skrupulatnie pilnowałam czasu. O godzinie 14 odbieram telefon od zdenerwowanego męża z pytaniem czy byliśmy u dentysty. „Spokojnie.Nie byliśmy. Wizytę mamy o 15.30. Właśnie szykujemy się do wyjścia.” „Nie musicie, wizyta była o 13.30.

Zdecydowanie padło mi na uszy lub jakąś komórkę mózgową odpowiedzialną za prawidłowe wysłuchanie, zrozumienie i zapamiętanie terminu. Wbrew faktom, wszystko mam pozapisywane. Często w kilku niezależnych miejscach. Czarno na białym. Dużą czcionką na ekranie. Jednak gdzieś pomiędzy kartką kalendarza / klawiaturą a korą mózgową następuje spięcie. Cyk i przekłamanie.

Czy ktoś mnie może pocieszyć, że też tak ma, miał lub chociaż słyszał o takim schorzeniu? I najważniejsze – jakie jest na to lekarstwo?


Nie wyrabiam. Jak zwykle przerwa w pisaniu wybiła mnie z rytmu. Jeśli o jakimś rytmie można w moim przypadku mówić. Do tego inny niż planowaliśmy pobyt w Polsce. Inny w formie i terminie powrót do Szwajcarii.

Goście pojawili się w terminie, ale inne przygotowania idą jak… Jakoś tak swoim tempem, który zupełnie mi nie odpowiada. Tracę kontrolę, a momentami opanowanie, co frustruje mnie straszliwie, bo jest sprzeczne z moją naturą i wypracowanymi nawykami.

Nie wyrabiam. I nie wiem kiedy się wyrobię. Święta, święta i po świętach. Ale za kilka dni Komunia Igorka. Goście w domu. Kolejni na horyzoncie. To ma pierwszeństwo. To mnie pauzuje. Plany trzeba czasami zmienić. A przynajmniej nadać priorytety.

Jesteśmy w trakcie dwutygodniowych ferii wiosennych. I nawet aura za oknem stara się dopasować. Mam nadzieję, że wytrwa w swych staraniach co najmniej do niedzieli. I tego nam życzcie. I może jeszcze, abym ponownie opanowała domowy kalendarz wydarzeń.

Poprzedni wpis
Następny wpis