Letnia metamorfoza Czarna magia Facebooka

Moja kwiatowa historia.

Lubicie kwiaty? Kwiaty w domu? Rośliny pokojowe (nie muszą być dosłownie kwitnące), które w prosty a zarazem magiczny sposób potrafią oswoić przestrzeń, ozdobić ją, nadać charakteru. Ja przechodziłam różne stadia. Teraz staram się osiągnąć poziom równowagi.

Pierwsze kwiaty w doniczkach zaczęłam hodować w naszym mieszkaniu w Polsce. Gdy przeprowadzaliśmy się do Szwajcarii, wśród kartonów i mebli stały trzy duże rośliny, które postanowiłam zabrać wraz z resztą dobytku. Tuż po przyjeździe, dostałam bon do kwiaciarni. Dokupiłam wtedy kolejne cztery, duże rośliny. Wszystkie przetrwały lata i przeprowadzkę na nowe miejsce. Jednak dopiero w nowym mieszkaniu na serio rozszalałam się kwiatowo.

W pewnym momencie ilość doniczek w całym naszym mieszkaniu przekraczała 40 sztuk. Wtedy się opamiętałam. Właściwie nastąpiło to po tym, jak poprosiłam znajomych o opiekę nad naszymi roślinami. A Oni po 3 tygodniach ich doglądania, żartem rzucili uwagę, że było to spore wyzwanie i ciężka robota fizyczna. Do roślin w mieszkaniu dochodziła też opieka nad roślinami na tarasie.

Wtedy pierwszy raz bardzo krytycznie przyjrzałam się naszym zielonym współlokatorom. Pozbyłam się przede wszystkim małych roślinek, które i tak ginęły w naszej przestrzeni. Ale również kilku bardzo wyrośniętych roślin, bo zdałam sobie sprawę z tego, jak dużo zajmują powierzchni. Mieszkanie „odetchnęło”, ale ja czułam się długi czas dziwnie.

Wszyscy, którzy nas odwiedzali, zawsze zachwycali się zielenią naszego mieszkania, a mnie napawało to ogromną dumą. Jednak codzienna pielęgnacja dużej ilości roślin zabiera sporo czasu. To także istotny wydatek, np. gdy trzeba kupić kolejną większą doniczkę. Zakup nawozów czy środków ochrony – zawsze przyprawia mnie o zawrót głowy. Czy w Polsce też ich ceny są tak wysokie?

U nas do tego wszystkiego dochodzi taras. Uprawa ogrodu w doniczkach jest nie jest łatwa. Szczerze mówiąc, ja po 7 latach prób jestem mocno zniechęcona i chyba rozczarowana. Rośliny posadzone w donicach o wiele gorzej znoszą trudne warunki pogodowe, niż te posadzone w gruncie. Nawet „pewniaki” potrafią zawieść.

Jednak największego spustoszenia dokonałam sama. Chyba na początku tego roku…Zauważyłam w domu jakieś małe robaczki. Szukałam informacji, zasięgałam języka i wypadało na to, że prawdopodobnie musiałam przynieść do domu jakąś zainfekowaną roślinę, która mogła już zarazić kolejne. Gdy różne metody i środki nie zadziałały, zaczęłam „na oślep” typować winowajców.

Myślę, że przed czystką mieliśmy w domu jakieś 20 roślin. Na koniec zostały 3! Wiem – barbarzyństwo. Nie usprawiedliwia mnie nawet fakt, że zbiegło się to z fatalną formą psychiczną. Wtedy byłam tak zdesperowana, że uznałam, że to jedyny sposób na pozbycie się uciążliwych owadów. Nic innego nie zadziałało.

Ostatnią ofiarą była ZAMIA. Kwiat, który pojawił się u nas wraz z przeprowadzką do Szwajcarii i od samego początku odwdzięczał się kwitnieniem. Potrafił zakwitnąć trzema kwiatami, często nawet dwa razy w do roku. Miałam ogromnego kaca moralnego wyrzucając go, ale wtedy wydawało mi się, że to może być ostatni winowajca. Do dzisiaj nie wiem czy rzeczywiście chodziło o chorobę roślin i ewentualnie, które rośliny rzeczywiście zarażały.

Dzisiaj w całym mieszkaniu mam 9 roślinek, za to pełną komórkę pustych donic. Czasami kusi mnie aby pojechać do sklepu ogrodniczego i przywieźć jakiś świeży i piękny okaz, ale jednocześnie coś mnie powstrzymuje. Wiem już, że taka miłość potrafi być trudna, a nawet bolesna. Ale dom całkowicie pozbawiony roślin, to także nie mój klimat.

 

A jak wygląda Wasza historia kwiatowa?  Jakie macie podejście do zieleni w domu -minimalistyczne czy hedonistyczne? Jakie są Wasze ulubione rośliny domowe?

Poprzedni wpis
Następny wpis
  • u mnie tylko kaktusy i sukulenty, najwięcej mam aloesu bo to wspaniała roślina lecznicza

  • Wiesz, że to jest niezły pomysł?

  • Iza

    No, ale rozmiarem nawet w połowie nie dorówna. Moja miała 11 lat i myślę, że nie sięgała nawet połowy tej wysokości. I bardzo trudno było ją ładnie podpierać, bo ma kruche liście, które najchętniej lubią bardzo rozkładać się na boki. Na zdjęciu tego nie widać, ale donica ma blisko 50 cm wysokości, jest wielka. W takiej samej miałam zamię. Wydaje mi się, że monstera szybciej przyrasta. Ja ze sklepu przyniosłam roślinę o trzech liściach, a naprawdę ją już kilka razy przycinałam, bo skubana ciągle rośnie w górę. Zamia bardziej rozkłada się na boki i musi mieć dobrą donicę aby liście ładnie się układały. PS. Kasia, masz duży dom, to wypróbuj obie.

  • Iza

    Rae, nawet nie wiesz co zrobiłaś! Dzięki Tobie pomyślałam, że szkoda tych lat mojej roboty. No nie zmienię okropnych płyt na tarasie, czy jego układu, ale szkoda mojej pracy. Chyba ton wniesionych samodzielnie na taras w postaci diabelsko ciężkich donic, dziesiątek a może setek worków ziemi i kamieni oraz przeróżnych roślin (czasami większych ode mnie), które wrednie nie chciały tu rosnąć. Ale to mój pot, łzy, a nawet pobyt w szpitalu. Przynajmniej mogę postarać się, aby nie zmarniało doszczętnie. Przy moim obecnym nastroju i nastawieniu to tylko tyle i aż tyle. Dzięki.

  • Iza

    Powodzenia Beato. Ogród w doniczkach to wyzwanie, mnie samą często dopadają momenty zniechęcenia, ale taki pomidorek potrafi dać moc. PS. A próbowałaś hodować w doniczkach truskawki i poziomki? Ja sadziłam dla chłopców jak byli mniejsi i do tej pory wspominają owoce.

  • A, to nie problem, mam duże mieszkanie a zimą kwiatek może stać również pod tymi drugimi drzwiami (na innej ścianie) których latem używam. Tak sobie myślę, że taka wielka monstera byłaby niezła, choć z urody liści zamia bardziej do mnie przemawia.

  • Iza

    A mówią, że to przy małych dzieciach trudno utrzymać kwiaty w domu. chociaż ja takich doświadczeń nie miałam.

  • Iza

    U mnie monstera była naprawdę ogromna. Właśnie dlatego, że zbyt duża urosła musiałam ją zabrać z przedpokoju i ciągle muszę ją przycinać, szybko przyrasta. Tylko co Ty zrobisz z jakimś gigantem jak będziesz chciała postawić choinkę?

  • Iza

    Ja też przechodziłam etap obrażenia, teraz z niego wychodzę i muszę się pilnować aby nie dopadł mnie zbyt duży entuzjazm. Najważniejsza jest równowaga. PS. To może chociaż storczyka gdzieś postaw, to wytrzymałe osobniki.

  • Potrzebuję coś naprawdę dużego na podłogę przed drzwi balkonowe (które są głównie ozdobne, wychodzę zwykle innymi). Dla określenia rozmiaru – zimą stoi tam choinka. Taka dwumetrowa. Nie musi być takie wysokie, ale jak wsadzę kurdupla, nie będzie go widać zza kanapy.

  • Iza

    Podobno zamia jest odpowiednia do ciemnych miejsc, chociaż u mnie stała przy oknie i pięknie kwitła. W przedpokoju miałam monsterę, która urosła do monstrualnych rozmiarów, a tam dociera mało światła. Próbowałam też kilka razy ze skrzydłokwiatem (teraz też mam), bo wszędzie twierdzą, że to mało wymagająca roślina również co do ilości światła. A u mnie prędzej czy później przestaje kwitnąć. Za to storczyków nigdy zbyt dużo A zakwitają Ci ponownie?

  • Powoli uroślinniam mój dom. Parę roslin mi padło (ta nieszczęsna yukka ze stonogami nie przeżyła kuracji…) cały czas szukam czegoś odpowiedniego do mojego dość ciemnego salonu (wschodnie okno a za nim drzewa). Świetnie się tam czują storczyki, chyba skuszę się na jeszcze kilka.

    • Iza

      Podobno zamia jest odpowiednia do ciemnych miejsc, chociaż u mnie stała przy oknie i pięknie kwitła. W przedpokoju miałam monsterę, która urosła do monstrualnych rozmiarów, a tam dociera mało światła. Próbowałam też kilka razy ze skrzydłokwiatem (teraz też mam), bo wszędzie twierdzą, że to mało wymagająca roślina również co do ilości światła. A u mnie prędzej czy później przestaje kwitnąć. Za to storczyków nigdy zbyt dużo a zakwitają Ci ponownie?

      • Sosnowa 11

        Potrzebuję coś naprawdę dużego na podłogę przed drzwi balkonowe (które są głównie ozdobne, wychodzę zwykle innymi). Dla określenia rozmiaru – zimą stoi tam choinka. Taka dwumetrowa. Nie musi być takie wysokie, ale jak wsadzę kurdupla, nie będzie go widać zza kanapy.

        • Iza

          U mnie monstera była naprawdę ogromna. Właśnie dlatego, że zbyt duża urosła musiałam ją zabrać z przedpokoju i ciągle muszę ją przycinać, szybko przyrasta. Tylko co Ty zrobisz z jakimś gigantem jak będziesz chciała postawić choinkę?

          • Sosnowa 11

            A, to nie problem, mam duże mieszkanie a zimą kwiatek może stać również pod tymi drugimi drzwiami (na innej ścianie) których latem używam. Tak sobie myślę, że taka wielka monstera byłaby niezła, choć z urody liści zamia bardziej do mnie przemawia.

          • Iza

            No, ale rozmiarem nawet w połowie nie dorówna. Moja miała 11 lat i myślę, że nie sięgała nawet połowy tej wysokości. I bardzo trudno było ją ładnie podpierać, bo ma kruche liście, które najchętniej lubią bardzo rozkładać się na boki. Na zdjęciu tego nie widać, ale donica ma blisko 50 cm wysokości, jest wielka. W takiej samej miałam zamię. Wydaje mi się, że monstera szybciej przyrasta. Ja ze sklepu przyniosłam roślinę o trzech liściach, a naprawdę ją już kilka razy przycinałam, bo skubana ciągle rośnie w górę. Zamia bardziej rozkłada się na boki i musi mieć dobrą donicę aby liście ładnie się układały. PS. Kasia, masz duży dom, to wypróbuj obie.

          • Sosnowa 11

            Wiesz, że to jest niezły pomysł

  • Iza

    Podobno zamia jest odpowiednia do ciemnych miejsc, chociaż u mnie stała przy oknie i pięknie kwitła. W przedpokoju miałam monsterę, która urosła do monstrualnych rozmiarów, a tam dociera mało światła. Próbowałam też kilka razy ze skrzydłokwiatem (teraz też mam), bo wszędzie twierdzą, że to mało wymagająca roślina również co do ilości światła. A u mnie prędzej czy później przestaje kwitnąć. Za to storczyków nigdy zbyt dużo a zakwitają Ci ponownie?

  • Iza

    Pewnie go przelałaś – z nadmiaru dobrych chęci.

  • Mam straszny problem z utrzymaniem jakiejkolwiek rośliny w moim mieszkaniu. Nie znam się na ich pielęgnacji niestety Ostatnio się przełamałam i kupiłam w IKEI ślicznego fiołka ale po tygodniu nie zostało z niego nic ;/

    • Iza

      Pewnie go przelałaś – z nadmiaru dobrych chęci.

  • W domu rodzinnym zawsze sporo kwiatów było, odkąd mieszkam osobno to wiem, że kwiatki mnie się nie trzymają! No nic na to nie poradzę, ostatnio coś się na kwiatki w naszym domu obraziłam. A tak na marginesie to kocham kwiaty!

    • Iza

      Ja też przechodziłam etap obrażenia, teraz z niego wychodzę i muszę się pilnować aby nie dopadł mnie zbyt duży entuzjazm. Najważniejsza jest równowaga. PS. To może chociaż storczyka gdzieś postaw, to wytrzymałe osobniki.

  • Uwielbiam rośliny, ale u nas niestety kotki wszystkie roślinki uśmiercają. Nawet bazylię i melisę – przez jakiś czas je odpychały zapachem, ale potem już i one zostały zmasakrowane.

    • Iza

      A mówią, że to przy małych dzieciach trudno utrzymać kwiaty w domu. chociaż ja takich doświadczeń nie miałam.

  • Ja robie po raz n-ty podejscie do roslin na balkonie, choc udalo mi sie juz zasuszyc kaktusa, teraz moi chlopcy w to sie bawia, zobaczymy z jakim skutkiem, ale juz udalo mi sie wyhodowac wlasnego pomidorka (byl tylko jeden, bo za pozno posadzilam) i kilka galazek bazyli. Mala rzecz, a cieszy. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Iza

      Powodzenia Beato. Ogród w doniczkach to wyzwanie, mnie samą często dopadają momenty zniechęcenia, ale taki pomidorek potrafi dać moc. PS. A próbowałaś hodować w doniczkach truskawki i poziomki? Ja sadziłam dla chłopców jak byli mniejsi i do tej pory wspominają owoce.

  • Rae

    W mieszkaniu mam tylko zioła, a i tego niewiele.
    Nie to, że nie lubię roślin, wręcz przeciwnie, ale są bardzo niekompatybilne z naszymi futrzakami. Parchy potrafią mi rozkopać nawet bazylię.
    Ale – już to kiedyś pisałam – Twój taras wygląda pięknie i widać włożoną w niego pracę. Nie poddawaj się tak całkiem, efekty naprawdę są godne pozazdroszczenia

    • Iza

      Rae, nawet nie wiesz co zrobiłaś! Dzięki Tobie pomyślałam, że szkoda tych lat mojej roboty. No nie zmienię okropnych płyt na tarasie, czy jego układu, ale szkoda mojej pracy. Chyba ton wniesionych samodzielnie na taras w postaci diabelsko ciężkich donic, dziesiątek a może setek worków ziemi i kamieni oraz przeróżnych roślin (czasami większych ode mnie), które wrednie nie chciały tu rosnąć. Ale to mój pot, łzy, a nawet pobyt w szpitalu. Przynajmniej mogę postarać się, aby nie zmarniało doszczętnie. Przy moim obecnym nastroju i nastawieniu to tylko tyle i aż tyle. Dzięki.