Top

 

 

 

Pociąg

Podróż powrotna z Casablanki zajęła nam więcej czasu ponieważ pociąg miał spore opóźnienie. Przy tej okazji podpowiem, że wagony pierwszej klasy liczy się od ostatniego wagonu klasy drugiej. U nas wyglądało to tak, że za lokomotywą (elektrowozem) były trzy wagony z oznaczeniem klasy pierwszej – A. Myślałam, że powinniśmy je liczyć „od głowy”. Okazało się jednak, że jest odwrotnie i pierwszy wagon klasy A, był pierwszym wagonem liczonym od strony wagonów klasy B. Natomiast oznaczenia przedziałów (Compart) oraz miejsc (Place) były czytelne i nie nastręczały problemów. Zauważyłam natomiast, że osoby starsze wsiadają do wagonu i siadają na pierwszym lepszym wolnym miejscu. Wcześniej czy później, pojawia się jednak ktoś z wykupionym miejscem i rozpoczyna się korowód porównywania biletów, przeprosin i przenosin. Wszystko przebiega grzecznie i uprzejmie, niemniej jest kłopotliwe. Nas to spotkało podczas obu przejazdów – może przypadek?

Dawno nie jechałam polskim pociągiem, ale jestem pewna, że te marokańskie nie są gorsze – stanu toalet nie sprawdzałam.

 

Taksówka

Z dworca na Plac Dżemaa el-Fna ponownie przejechaliśmy petit taxi. W Marrakeszu są one koloru beżowego, natomiast w Casablance były czerwone.

Samochody są często w opłakanym stanie, wyglądają jakby trzymały się na taśmie i kleju, ale przyznam, że traktowałam to jako swego rodzaju koloryt. W większości przypadków cenę za przejazd ustalaliśmy jeszcze zanim wsiedliśmy do środka. Dwa czy trzy razy braliśmy taksówki „z łapanki”, na wezwanie i te przejazdy były najtańsze! Kierowcy sami uruchamiali liczniki, mile zaskoczeni płaciliśmy im zaokrąglone kwoty.

 

Wymiana pieniędzy

Pierwszą małą kwotę wymieniliśmy jeszcze na lotnisku, aby mieć pieniądze na taksówkę. Później wymiany dokonywaliśmy w biurach wymiany. Nie był wymagany żaden dokument. Kurs był wszędzie jednakowy. Uniknęliśmy wypłat z bankomatu. W kilku restauracjach płaciliśmy kartą kredytową. Na dworcu kolejowym pan odmówił płatności karą, twierdząc że nie działa terminal. To dosyć częsty wybieg, zazwyczaj wystarczy stanowcze stwierdzenie, że  tylko w ten sposób możemy zapłacić. Czasami do płatności kartą doliczana jest mała prowizja. Jednak zazwyczaj płaciliśmy gotówką, w miejscowej walucie – dirhamy.

 

Targowanie

To prawda, że cena wyjściowa usługi czy produktu może być sporo zawyżona. 30-50% to „obowiązkowa” kwota do stargowania. Jak ktoś ma mocne nerwy, może zbijać dalej.

[raw] [/raw]

 

Jedzenie

Większość restauracji, w których jedliśmy miało oznaczenie TripAdvisora. Trochę przez przypadek (nie planowaliśmy tego), a trochę za sprawą tego, że z łatwością się na nie natykaliśmy. Nie wiem czy jest to gwarantem jakości. W Casablance – w restauracji, która na wejściu robiła „onieśmielające” wrażenie byłam świadkiem „sceny oliwkowej”.

Oliwki podano nam w miseczce, obok stawiając drugą na pestki oraz wykorzystane wykałaczki. Zauważyłam, że goście siedzący obok, wrzucali pestki do tego samego naczynia, w którym były owoce. Zaczęłam się zastanawiać, czy miseczki z oliwkami, które w każdej restauracji lądują na stole, są myte a owoce wymieniane??? Jak na zawołanie dostałam odpowiedź.

Po odejściu gości od stołu, kelner miseczkę z pozostawionymi oliwkami postawił bezpośrednio na stoliku innych świeżo przybyłych gości! Serio, nawet nie wiem w jaki magiczny sposób pozbył się tych pestek, bo mam nadzieję, że się pozbył. My już byliśmy po naszych oliwkach – co z oczu to z serca.

Piłam zazwyczaj świeży sok z pomarańczy, również ten ze straganów na Placu Dżemaa el-Fna. Kupowaliśmy na ulicznych straganach wszelkiego rodzaju bułki, placki, naleśniki. Jedliśmy najróżniejsze sałaty oraz dania mięsne z kurczakiem. W trakcie całego pobytu, nie miałam żadnych dolegliwości żołądkowych.

 

Bezpieczeństwo

Pisałam już, że jedynym miejscem, w którym nie czułam się zbyt bezpiecznie była Casablanca. Nie odczuwałam również zagrożenia kradzieżą, chociaż (jak wszędzie) przestrzega się przed nimi, szczególnie w bardzo zatłoczonych miejscach. Dokumenty trzymaliśmy w hotelowym sejfie. Zawsze byłam w towarzystwie męża, ale widziałam bardzo dużo kobiet podróżujących samotnie lub tylko we dwie. To dla mnie sygnał, że Maroko uznawane jest za kraj bezpieczny. Oczywiście zawsze należy podróżować z głową i zapoznać się z obyczajami danej społeczności.

 

Nagabywanie

Czytałam, że jest to bardzo uciążliwe – szczególnie w okolicy bazarów. Nie było źle. Trzeba jednak uważać. Jeżeli nie jesteśmy zainteresowani, to unikajmy jakiegokolwiek wdawania się w dyskusję. Gdy na Placu Dżemaa el-Fna piłam sok, podeszła do mnie pani zdobiąca dłonie. Mimo iż usilnie odmawiałam, zaczęła mi malować wolną dłoń –twierdząc, że to na zachętę, abym jutro do niej wróciła. Nie mogłam odejść, ponieważ piłam ze szklanki (zawsze bierzcie sok w plastikowym kubku), później oczywiście zażądała zapłaty za wykonany wzór. To był jedyny zgrzyt.

Na ulicach Medyn można spotkać żebrzące osoby, głównie matki z dziećmi. Nie są nachalni. Każde drobne pieniądze zostawcie dla nich. Dla nas to nie są duże kwoty, a im mogą być pomocne.

Należy uważać na fałszywych oprowadzaczy, przewodników. Taki mężczyzna, widząc turystę zaczyna przyjaźnie zagadywać. Opowiada, że „gdzieś tam, jest coś tam”  ciekawego i powinniśmy iść np. w lewo. Po chwili idzie obok nas i próbuje rozmawiać „niby o niczym”. Najprawdopodobniej chce nas doprowadzić do jakiegoś straganu czy sklepu. Nawet jeżeli tam nie dotrzemy, ale on przejdzie z nami jakiś dystans, może zażądać zapłaty za oprowadzenie.

 

Lotnisko

Odprawa paszportowa przy wjeździe oraz wyjeździe z Maroka trwa bardzo długo. Nie tyle samo spotkanie z kontrolerem, co stanie w kolejkach. Pomimo wydrukowanych kart pokładowych oraz posiadania tylko bagażu podręcznego i tak musieliśmy stać w kolejce do odprawy – po pieczątkę. Trzeba to wziąć pod uwagę planując godzinę przybycia na lotnisko.

[raw] [/raw]

 

Wrażenia

Marrakesz i miejsca, które odwiedziliśmy będę wspominać z przyjemnością. Nie była to jednak podróż mojego życia – taką, mam nadzieję, mamy ciągle przed sobą.

Odpoczęłam psychicznie, złapałam trochę słońca i pozytywnej energii i o to chodziło.

Nie szukaliśmy ekstremalnych przeżyć, te pięć dni wykorzystaliśmy prawie optymalnie. Jedyne co bym zmieniła to Casablankę na Dolinę l’Ourika lub  Wodospady Ouzoud. Ze względu na Mojego Męża musiałam to odpuścić, ale jestem wdzięczna za kolejny nadgryziony kawałek świata.

 

Dziękuję za tą podróż.

Izabela

Pozostałe odsłony naszej podróży do Maroka – zapraszam.

Marrakesz

Marrakesz – Medyna: Suki i Plac Dżemaa el-Fna

Ajt-Bin-Haddu

Atlas Wysoki i Ksar Ajt Bin Haddu

As-Suwajra

As-Suwajra (Essaouira) – europejska brama do Afryki

Casablanca-

Casablanca – Medyna oraz Meczet Hasana II

Poprzedni wpis
Następny wpis