Koniec z odkładaniem!

Koniec z leniuchowaniem! Tym blogowym, bo nie mogę powiedzieć abym przez ostatni miesiąc leniła się na innych płaszczyznach. Remont w pokoju Bartusia i szał wiosennych porządków w połączeniu z wirusem, który przez 3 tygodnie nie chciał mi odpuścić – dały mi się mocno we znaki.

Do blogowania nie miałam albo natchnienia, albo chęci, albo sił, a najczęściej wszystkiego naraz. Kilka razy próbowałam usiąść do pisania, ale nie szło. A już najmniej siedzenie przy biurku, a podobno

 

Natchnienie przychodzi wtedy, kiedy człowiek przyklei łokieć do biurka, tyłek do krzesła i zacznie się pocić.

Carlos Ruiz Zafón – Gra anioła

 

Ja upociłam się np. podczas rozkręcania starych i skręcania nowych mebli. Podczas szorowania tarasu. Gdy myłam naszych 19 okien. Albo wtedy gdy tuż przed świętami przytargałam do domu 7 toreb z zakupami spożywczymi. Także wtedy gdy wywoziłam na wysypisko kolejne tony rzeczy, które w wirze wiosennych porządków uznałam za zbędne, stare, brzydkie lub bezużyteczne.

Mogę jeszcze wymienić malowanie, gipsowanie, wiercenie. Noszenie mebli. Przestawianie mebli. Dźwiganie worków z ziemią i donic z kwiatami. Wysadzanie, przesadzanie. I dziesiątki innych czynności. Również pracę „na zmywaku”, bo akurat przed świętami, na sam przyjazd gości zbuntowała nam się zmywarka. Mogę naprawdę długo udowadniać, że się nie leniłam, ale nie mogę powiedzieć, że w tym czasie blogowałam. Akurat to ciągle odkładałam.

W marcu napisałam tylko jeden post. Z poczucia obowiązku pamiętnikarskiego. Było to podsumowanie lutego. Na tym koniec. Więcej nie przykleiłam łokcia do biurka. Chociaż biurko przestawiłam, przearanżowałam i stawiałam na nim kolejne wazony pełne świeżych kwiatów. Nawet krzesła przy nim zmieniałam. Też nie pomogło. Pisanie odkładałam.

Dzisiaj piszę spod kołdry, a za biurko służy mi taca śniadaniowa. Tym razem do piątej nad ranem męczył mnie jakiś wirus żołądkowy. Próbowałam odsypiać i zaraz kolejny raz podejmę próbę. Ale muszę coś zrobić…

W poniedziałek zaczynam mini kurs „Zrób to dziś, czyli jak nie odkładać na jutro”. Ola, czyli Pani Swojego Czasu, poprosiła abyśmy na dobry początek zrobiły już dziś, jedną rzecz, którą do tej pory odkładałyśmy. U mnie jest to powrót do blogowania. Chociaż odkładam też np. porządne przewietrzenie mojej szafy. I od wieków zabieram się za porządki w zdjęciach, chociaż ich zasoby drastycznie przecież zmalały.

Prawda jest taka, że już dawno zauważyłam, że zgubiłam gdzieś radość i spontaniczność blogowania. Bloga i pomysły, które krążą mi po głowie odkładam na wieczne później. Potrafię zrobić najróżniejsze rzeczy, nawet takie, za którymi nie przepadam, byle tylko nie przykleić łokcia do biurka, a tyłka do krzesła i nie zacząć pisać.

Może to przesilenie wiosenne. Może źle określane priorytety. Może blokuje mnie perfekcjonizm, strach przed krytyką lub ośmieszeniem. Z jakiegoś powodu odkładam pisanie, które zawsze bardzo lubiłam. Które mnie odprężało i było lubianą odskocznią…

 

Od poniedziałku zaczynam diagnozowanie, a później leczenie. I może wreszcie wrócę do pisania. Posprzątam w swojej szafie, a nawet uporządkuję zdjęcia. Trzymajcie kciuki. :*

 

 

Poprzedni wpis
Następny wpis