21 ciekawostek o Szwajcarii. Luty. Co się u nas działo.

Koniec z odkładaniem!

Koniec z leniuchowaniem! Tym blogowym, bo nie mogę powiedzieć abym przez ostatni miesiąc leniła się na innych płaszczyznach. Remont w pokoju Bartusia i szał wiosennych porządków w połączeniu z wirusem, który przez 3 tygodnie nie chciał mi odpuścić – dały mi się mocno we znaki.

Do blogowania nie miałam albo natchnienia, albo chęci, albo sił, a najczęściej wszystkiego naraz. Kilka razy próbowałam usiąść do pisania, ale nie szło. A już najmniej siedzenie przy biurku, a podobno

 

Natchnienie przychodzi wtedy, kiedy człowiek przyklei łokieć do biurka, tyłek do krzesła i zacznie się pocić.

Carlos Ruiz Zafón – Gra anioła

 

Ja upociłam się np. podczas rozkręcania starych i skręcania nowych mebli. Podczas szorowania tarasu. Gdy myłam naszych 19 okien. Albo wtedy gdy tuż przed świętami przytargałam do domu 7 toreb z zakupami spożywczymi. Także wtedy gdy wywoziłam na wysypisko kolejne tony rzeczy, które w wirze wiosennych porządków uznałam za zbędne, stare, brzydkie lub bezużyteczne.

Mogę jeszcze wymienić malowanie, gipsowanie, wiercenie. Noszenie mebli. Przestawianie mebli. Dźwiganie worków z ziemią i donic z kwiatami. Wysadzanie, przesadzanie. I dziesiątki innych czynności. Również pracę „na zmywaku”, bo akurat przed świętami, na sam przyjazd gości zbuntowała nam się zmywarka. Mogę naprawdę długo udowadniać, że się nie leniłam, ale nie mogę powiedzieć, że w tym czasie blogowałam. Akurat to ciągle odkładałam.

W marcu napisałam tylko jeden post. Z poczucia obowiązku pamiętnikarskiego. Było to podsumowanie lutego. Na tym koniec. Więcej nie przykleiłam łokcia do biurka. Chociaż biurko przestawiłam, przearanżowałam i stawiałam na nim kolejne wazony pełne świeżych kwiatów. Nawet krzesła przy nim zmieniałam. Też nie pomogło. Pisanie odkładałam.

Dzisiaj piszę spod kołdry, a za biurko służy mi taca śniadaniowa. Tym razem do piątej nad ranem męczył mnie jakiś wirus żołądkowy. Próbowałam odsypiać i zaraz kolejny raz podejmę próbę. Ale muszę coś zrobić…

W poniedziałek zaczynam mini kurs „Zrób to dziś, czyli jak nie odkładać na jutro”. Ola, czyli Pani Swojego Czasu, poprosiła abyśmy na dobry początek zrobiły już dziś, jedną rzecz, którą do tej pory odkładałyśmy. U mnie jest to powrót do blogowania. Chociaż odkładam też np. porządne przewietrzenie mojej szafy. I od wieków zabieram się za porządki w zdjęciach, chociaż ich zasoby drastycznie przecież zmalały.

Prawda jest taka, że już dawno zauważyłam, że zgubiłam gdzieś radość i spontaniczność blogowania. Bloga i pomysły, które krążą mi po głowie odkładam na wieczne później. Potrafię zrobić najróżniejsze rzeczy, nawet takie, za którymi nie przepadam, byle tylko nie przykleić łokcia do biurka, a tyłka do krzesła i nie zacząć pisać.

Może to przesilenie wiosenne. Może źle określane priorytety. Może blokuje mnie perfekcjonizm, strach przed krytyką lub ośmieszeniem. Z jakiegoś powodu odkładam pisanie, które zawsze bardzo lubiłam. Które mnie odprężało i było lubianą odskocznią…

 

Od poniedziałku zaczynam diagnozowanie, a później leczenie. I może wreszcie wrócę do pisania. Posprzątam w swojej szafie, a nawet uporządkuję zdjęcia. Trzymajcie kciuki. :*

 

 

Poprzedni wpis
Następny wpis
  • Iza zgadzam się z Tobą, mam podobne spostrzeżenia. Będąc na początku drogi staram się dużo uczyć o blogowaniu, nieustannie przyswajać wiedzie, ale czasami ten natłok informacji, kwestie techniczne sprawiają, że człowiek się zniechęca. Moja tematyka jest zupełnie odmienna niż większości blogów, staram się pomagać ludziom rzucać paleniem, więc czuję dodatkową presję, że jeżeli już się zdecydowałam i poinformowałam "pół świata", że to robię, to teraz nie wypada się wycofać. Choć wcale nie mam takiego zamiaru, gdyż traktuję bloga jako miejsce w którym nie tylko pomagam innym , ale również sama się rozwijam;-)

  • Iza

    Taką radość z blogowania miałam dawno temu, na początku, gdy właściwe pisałam sama dla siebie. Później naczytałam się poradników o tym jak powinnam blogować, to zabiło całą moją spontaniczność. Czasami nadmiar wiedzy szkodzi. Albo to była wiedza źle podana. Masz rację – narzucenie sobie pewnej systematyczności pomaga. Staram się do tego wrócić, ale od początku roku bardzo dużo choruję i nie znajduję siły na blogowanie. A może to wymówka? Czuję, że z jakiegoś powodu straciłam do tego serce. A trochę blokuje mnie świadomość, że jednak ktoś mnie czyta. Paradoks – najpierw bardzo chciałam aby ktoś do mnie trafiał, a teraz mnie to onieśmiela. Dziwny jest ten świat.

  • Fajny cytat o przyklejonym łokciu i tyłku Kiedy go czytałam spostrzegałam, że te dwie części mojego ciała rzeczywiście są przyklejone tam, gdzie piszesz. Mała porada odnośnie radości blogowania, staraj się robić to systematycznie, choć raz na tydzień, niekoniecznie długi artykuł , ale coś co sprawi Ci radość Nie jestem może ekspertką, bo bloguje od niedawna, ale u mnie ten klucz się sprawdził

  • Czekamy z niecierpliwością na nowe posty!

  • Iza

    U nas wczoraj miała być ciepła i słoneczna wiosna… i nie przyszła. Jak patrzę na taras, to zastanawiam się kiedy on zacznie wyglądać, bo po tej zimnie większość roślin jest w opłakanym stanie, aż jestem przerażona. I tak sobie czekam na poprawę aury, zdrowia i samopoczucia, ale to już kwiecień – ile można czekać. Wyszło na to, że to ja muszę zrobić pierwszy krok.

  • Iza

    Ja mam chłopaków, mnie nie pomylą.

  • Pozory myla. Ja z daleka chyba też tragicznie nie wyglądam, bo mnie jakiś czas temu pomylono z moją córką. Haha. Ale to z daleka było. Myślę, że po prostu komuś się nie mieściło w głowie, że to mogę być ja.

  • Iza

    Ja niby też mieszkam na wsi. I las widzę z okien. Ale akurat cała ulica to bloczki i domki. A za sąsiadów mam np. parę młodych ludzi w stylu Angeliny i Brada. I wiecznie widzę ich jak wbiegają w strojach sportowych na tą naszą górkę. Oni nawet zmęczeni i spoceni wyglądają zjawiskowo.

  • Super, że będziesz częściej pisać, ale szkoda że chorowanie cię dopadło, miejmy nadzieję, że z wiosną to minie.

  • Tak, potwierdzam. Postępy sprawiają mi ogromną radość. Ja naprawdę byłam antytalenciem biegowym, więc skoro ja mogę, może każdy.
    A mieszkam na wsi, więc kiedy wyskakuję na ulicę w stroju sportowym to wzbudzam sensację. Dlatego biegam po pobliskich lasach. Niewielkie są więc nie pobłądzę.

  • Iza

    Kurczę, czyli potwierdzasz, że bieganie potrafi zdziałać cuda. Nie tylko na ciele, ale nawet duszy. PS. Ty masz jakieś fajne tereny biegowe obok siebie. Ja to bym musiała chyba samochodem pojechać w jakąś głuszę, aby nie błaźnić się na oczach sąsiadów. Mnie tu otaczają prawie sami piękni i wysportowani.

  • Na szczęście lepsza forma biegowa nie okazała się żartem. Jest dobrze. Psychicznie zresztą też. Teraz już musi być tylko lepiej.

  • Iza

    Basiu, bardzo dziękuję. Podglądam Cię pomimo spadku formy . Wiem, że marzec nie był szczególny, tym bardziej imponujesz mi z bieganiem. I jak – lepsza forma nie była psikusem na prima aprilis? Tutaj to nie jest popularny zwyczaj, właściwie od lat nie pamiętam, że to dzień na żarty. Chyba raz nauczyciel zrobił psikusa dzieciom z klasy Bartusia, ale już dawno nie próbował. Chyba dzieci nie załapały w czym rzecz.

  • Iza

    Kot niestety nie nasz. Z darmowego banku zdjęć. Tak z leniuchowaniem mi się skojarzył. Bartuś w zeszłym miesiącu przeszedł dokładne badania w szpitalu, jest uczulony właściwie na wszystko, na sierść kotów także. Nie, nie będzie kota w domu. Czasami jadę do mojej koleżanki, która ma dwa mainkuny, to mi musi wystarczyć.

  • Rae

    Kota widzę! Ej, a pisałaś mi kiedyś, że raczej się nie zdecydujecie?
    Info o kocie proszę

  • Cieszę się, że jesteś bo smutno było bez Ciebie w blogosferze. Mam nadzieję, że to zamiłowanie do blogowania Ci wróci, bo tak na siłę to trochę ciężko. A nie chcę żeby kolejna moja ulubiona blogerka poszła w offline. Marzec był dla mnie ciężkim miesiącem, ale nie tylko dla mnie. Niejedna osoba narzekała na ten miesiąc. A u Ciebie widzę był intensywny fizycznie. Oby kwiecień był intensywny w blogowanie. I powodzenia na kursie.