Wolne od szkoły! Ferie jesienne w Szwajcarii. FaceTime i Wiadomości

Dlaczego wybrałam Apple?

Przez lata użytkowania systemu Windows „grzebałam” w komputerach, chyba w każdy możliwy sposób. Kompletnie się na tym nie znając. Szukając rozwiązań, często dostawałam bardzo skomplikowane instrukcje, co należy zrobić, gdzie się wedrzeć, gdzie pozmieniać. Robiłam to, nie rzadko z zadowalającym efektem.
 
Jednak (wraz z wiekiem) zapragnęłam komputera „po prostu używać”. Nie chce mi się go dogłębnie poznawać. Nie mam ochoty tolerować jego kaprysów. Niech on się dostosuje do mnie, a nie ja do niego. Niech on coś zrobi dla mnie, nie oczekując niczego w zamian. Niech po prostu będzie – zwarty, gotowy, cichy, chętny do pracy i… a niech tam, przystojny. Oczekując „księcia z bajki” zdecydowałam się na Maca.
 
Nie będę ukrywała (mimo iż, dla nas kobiet podobno wygląd się nie liczy lub liczy się mniej) w tym wypadku „powierzchowność” miała znaczenie, bo co tu dużo mówić – przystojniak ten Mac.
 

 
Nie bez znaczenia jest również fakt, że tu gdzie mieszkam, zakup sprzętów ze stajni Apple nie jest uznawany za szpanerstwo czy „religię”. Nie jest może równy sprzedaży produktów z systemem Windows, jednak patrząc po domach znajomych czy wśród rówieśników moich dzieci – nie jest to z pewnością nisza rynkowa.
 
Ja chcę komputera „zwyczajnie używać” i wydaje mi się, że nie mam wygórowanych wymagań (nie musi opuszczać klapy w toalecie i wrzucać skarpet do kosza na pranie). Ale musi być sprawny i powinien mnie słuchać, a przynajmniej się ze mną liczyć.
 
Mimo pewnego niepokoju, wkroczyłam w świat OS X. Ostatecznie do tego kroku przekonało mnie zmęczenie (blisko dwudziestoletnią) walką z systemem Windows.
Wiem, że wiele osób zapewne uważa, że mogłam pocałować jakąś windowsową żabę i spróbować zamienić ją w królewicza, ale ja zwyczajnie już nie chciałam, a ponieważ dostałam taką szansę – wybrałam iMac i wtedy się zaczęło…
 
Jeżeli system OS X jest tak intuicyjny jak go zachwalają – śmiem twierdzić, że prawdopodobnie JEST taki, ale dla osób nie skażonych Windowsem. Ja jednak do takich nie należę. Myślę, że obciążenia wyniesione z poprzedniej współpracy, nie pozostają bez wpływu na moje obecne układy z nowym (dla mnie) systemem.
 
Miewam chwile zwątpienia, ale i chwile objawienia. Po czasie zdumiewa mnie obecność pewnych rozwiązań, choć nadal denerwuje odmienność innych. Małymi kroczkami wchodzę w to głębiej, angażuję się, zaczynam ufać.
 
Jako kobietę skusiła mnie legendarna intuicyjność i łatwość obsługi tego systemu, ale nie powiem, że idzie mi jak po maśle. Z tego też powodu pewna część wpisów „IT” będzie zapewne poświęcona właśnie temu systemowi. Ja sobie zrobię notatkę, podeprę kulejącą pamięć, a może jeszcze Komuś się przyda.
 
Będzie bez fanatyzmu, ale i bez uprzedzeń.
Za to raczej czysto technologicznie, dlatego obiecuję – nie zbyt często.
 
PS. Wpis pochodzi z archiwum bloga, który pisałam w 2011 roku. Jest jednak nadal  aktualny.
 

Poprzedni wpis
Następny wpis
  • To jednego weź dla mnie coś mniejszego mi się przyda. A wiśniowa cola kiedyś u nas była, ale chyba się nie przyjęła, za to na takiego bajgla możesz wpaść do mnie. No, ale już pizzy nie podrobię.

  • Iza. Mam to samo. Broniłam się, dawałam windowsowi szansę… Ale pierwsze, co zrobię w NYC, to (oprócz wypicia dietetycznej wiśniowej coli, zjedzenia bajgla z łososiem i serkiem Filadelfia i slajsa pizzy na wynos), to zakup laptopa z jabłkiem na przedzie…