Dobro wraca… Igorek powiedział… (liście)

Dlaczego nigdy nie będę poważnym blogerem

Miesiąc październik kolejny raz mija mi pod znakiem lektur. Wszelakich. Nadrabiam czytanie książek, instrukcji, poradników, ale również blogów. Gdy tak przeglądam kolejne pozycje utwierdzam się w przekonaniu, że nigdy nie będę poważnym blogerem. Poważnym w sensie sławnym, wielkim, rozpoznawalnym, wielbionym.

Są co najmniej trzy rzeczy, które kategorycznie skreślają moje szanse na pozostanie prawdziwym blogerem…
 

Nie mam powołania

Nie czuję powołania. Nie mam potrzeby misji. Czytelnik podobno szuka odpowiedzi na konkretne pytania. Dobrze wybrany i podany konkret to połowa sukcesu. Druga to marketing i media społecznościowe. Aby to wszystko uciągnąć trzeba mieć potrzebę misji lub silne powołanie. Ja tego nie mam. Ja tylko lubię pisać. A jeszcze bardziej czytać. W moim blogowaniu nie ma żadnych szczytnych pobudek.
 

Nie mam internetu w komórce

Serio. Jestem dinozaurem. Z internetu korzystam tylko w domu. Jestem off-line gdy tylko zjadę do garażu. I jak tu uciągnąć przymus bycia na bieżąco, bycia ciągle on-line. Baaa… nawet w domu nie jestem ciągle on-line. Na wszystkich sprzętach mam wyłączone powiadomienia. Zero dźwięków, wyskakujących okienek itp. Zaglądam kiedy znajdę chwilę. Kiedy mam nastrój lub właśnie dlatego, że go nie mam. Ale cześciej jestem off niż on. Nie będzie ze mnie prawdziwego blogera.

 

Nie mam kota

Nie mam kota, psa ani żadnego innego futrzaka. A wielu poważnych blogerów jakieś zwierzę ma. Zazwyczaj jest to kot. Jeszcze lepiej gdy są to koty. Podejrzewam, że chodzi o magię mruczenia. A może kocia niezależność ma jakieś tajemnicze właściwości dopingujące i motywujące. W każdym razie coś w zwierzakach musi być, co blogowaniu sprzyja. Ja zwierzaka nie mam i nie zapowiada się abym miała. Pozostaje mi wzdychanie do nich na Instagramie. Ale to zbyt mało, aby zostać poważnym blogerem.


Ostatnio mnie tu mało. Nadal walczę o odzyskanie utraconych zdjęć. Przeszukuję automatyczne kopie zapasowe, stare komputery i dyski. Niestety to co udało mi się odnaleźć to ilości śladowe. Nie wypracowałam jeszcze żadnego wygodnego i przyjaznego dla mnie systemu ich przechowywania. Za to na komputerze mam coraz większy bałagan i przyznam, że tracę zapał.

Należę do tych osób, które aby się skupić, muszą mieć uporządkowaną przestrzeń wokół siebie (realną i wirtualną). Chciałam przy okazji zrobić porządki na blogu. Wyrzucić pewne kategorie i stare wpisy. Jeszcze nie wiem czy i jak to zrobię, bo skoro nigdy nie będę poważnym blogerem, to przecież mam na to wszystko nieograniczony czas.

Zmykam poczytać. Najpierw mało poważną książkę, a później zajrzę na któryś z poważnych blogów. Pewnie nie muszę, ale dodam, że ten wpis całkiem poważny nie jest. ;) Życzę Wam pięknych ostatnich październikowych dni. Pogoda w tym miesiącu bardzo się stara. Czy dla Was ten miesiąc też był łaskawy?

 

Poprzedni wpis
Następny wpis
  • Ze zniszczeniami niestety trzeba się liczyć przy psach i kotach. Muszę chyba trzeciego kota zatrudnić do tej magii hihi bo coś ostatnio dużo se na głowę biorę, ale tak to już mam, gdy Yśka nie ma, to wymyślam, by nie myśleć o tym za dużo. Na szczęście te nasze szkraby uczestniczą we wszystkim, niwe są pominięte.

  • Iza

    A ja bym się jednak spierała teraz wiem skąd masz energię na regularne blogowanie i jeszcze blogowe spotkania, akcje itp. – dwa koty robią swoje. Ty nawet nie wiesz, a magia kotów działa.
    PS. Właśnie tego się min. boję, poważniejszych zniszczeń, bo jednak kanapa czy fotel, to nie jakiś zbity wazonik, bo kot gdzieś skoczył. Z drugiej strony, np. psy potrafią pogryźć różne rzeczy. Posiadanie zwierzęcia, to poważna decyzja. Nas najbardziej stopuje fakt długich wyjazdów i brak bliskich, którym można na ten czas powierzyć opiekę.

  • Właśnie wczoraj na którymś z portali czytałam o dziewczynie, która była poważną blogerką (czy może raczej instagramerką?) i postanowiła to rzucić, bo nie miała prawdziwego życia, to na pokaz zabierało jej zbyt wiele czasu. I coś w tym może jest. Tylko u nas na odwrót – prawdziwe życie zabiera nam tyle czasu, że na wirtualne go nie starcza. I tak jest dobrze.

  • Koty he he jak chcesz to wypożyczymy Ci te nasze dwa – ogólnie fajnie się z nimi żyje, ale niestety niszczą nam kanapy i fotele, pomimo tego, że mają ogromny drapak. Ilość kotów nie ma wpływu na blogowanie, chyba, że blog jest o kotach

  • Iza

    Cieszę się i za dziecię i za kotka PS. Dobrze jest podzielić się swoimi wątpliwościami. Post pisałam z przymrużeniem oka, ale to szczera prawda, że poważnego blogera raczej ze mnie nie będzie. Na szczęście jest nas więcej. I jakoś się wzajemnie odnajdujemy w tym przepastnym internetowym świecie. Może dłużej nam schodzi, ale za to jaka wartość za tym stoi. PS. Usunę tylko kilka wpisów technicznych. Zupełnie mi tutaj nie pasują. Lubię technologię (wszelaką) i takie wpisy traktuję bardziej jako notatki (mam krótką pamięć). Chcę tych "notatek" robić więcej (wiek robi swoje) ale tutaj mi one nie pasują, więc się powstrzymuję. A tak bez napinania się, stworzę sobie osobne miejsce i będę szalała… o ile pamięć pozwoli.

  • Iza

    I takie podejście uważam za najlepsze, serio. Tylko to wychodzenie poza strefę komfortu… Podobno to potrafi być odświeżające, tym bardziej jak jest gdzie wrócić, ale ja nawet na to nie mam ochoty. Wbrew temu czym jest blogowanie, chyba najchętniej bym się zaszyła w mysią dziurę, a tego nie robię, czyli może każdorazowo wciskając "publikuj" opuszczam swoją strefę "k" :?

  • O jakże mi bliska jesteś tym wpisem, bardzo. Powołania mi brak, internet w telefonie no niby jest, ale też na nim nie wiszę, bo zwyczajnie czasu brak. Zanim tyłka przysiądę do komputera, ogarnięte muszę mieć wszystko dookoła, aż do sąsiedniej ulicy, a kotka, kotka mamy od trzech dni, a powinnyśmy od trzech lat. Bo podobno dobrze jest nieć kawałek żywego futerka w domu w którym mieszka autystyczne dziecię P.S. Dziecię szczęśliwe, kotek też bo wzięty dosłownie z ulicy. P.S.2 Nie kasuj tylko pisz bo fajnie się czyta, a utraconych zdjęć bardzo współczuję, znam ból, bo straciłam prawie wszystkie filmiki z młodym. Ocalały tylko te, co je mąż w telefonie miał.

  • Ja kiedyś myślałam, że będę. Że wszystko albo nic, wygryzę Kominka A potem uświadomiłam sobie, że musiałabym w tym celu odejść za daleko od miejsca, gdzie jestem i gdzie mi dobrze. Więc bloguję jak bloguję. Czasami wychodzę poza strefę komfortu, ale zawsze do niej wracam. Bo tak.

  • Iza

    Podobno najważniejsza w blogowaniu jest pasja, która bierze się z głębi nas. Dobrze, że poszłaś za głosem serca, a z dwoma kotami masz zwielokrotnione szanse na powodzenie.
    Część wpisów chcę przenieść w inne miejsce, bo tutaj mi nie pasują. Jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji, bo ledwo znajduję czas na tego bloga, ale nosi mnie na zmiany. Albo je przeczekam, albo spróbuję.

  • Ja mam dwa koty, jednego prawdziwego, który jest bardzo łagodny i spokojny i drugiego w głowie. Ten jest bardziej szalony.;-) A jego obecność sprawia, że też nigdy nie będę poważnym blogerem. Ale nie narzekam, bo dzięki niemu patrzę na świat z radością i optymizmem. Bloga zaczęłam pisać z ukrytej głęboko potrzeby, która nagle się objawiła. Więc piszę. Bo lubię. I czytać lubię inne blogi. Tak, do tego odkryłam powołanie – do pisania, czytania i komentowania. Co to za mania wyrzucania starych wpisów? Bo co? Bo gorsze były? Jeśli tak, to świadczą o rozwoju, osiągnięciu nowego poziomu. A może wcale nie są złe ?Zaraz sprawdzę. Trochę się rozpisałam. Ale przecież lubię to.

  • Iza

    Doskonale to rozumiem, chociaż jednocześnie widzę (obserwując inne blogi), że większość z takich blogów traci swój charakter, a przede wszystkim obiektywizm. Jednak fakt, że ktoś płaci, powoduje, że wymaga – w taki czy inny sposób. Z czasem chyba rządzi pieniądz i zarobek, bo wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nie wiem czy można połączyć szczerą pasję z potrzebą zarabiania na tym. Oby tak.

  • Sama mam podobne odczucia, chociaż nie ukrywam – chciałabym aby blog był kiedyś nie tylko moją pasją, ale również pracą na etacie.

  • Iza

    Właśnie – nie wiedziałam jak to nazwać, ale o to mi chodziło, o podejście do blogowania jak do biznesu, czyli poważnej sprawy. Też mi daleko do takiej powagi.

  • Iza

    Wszystko jedno jak go nazwiesz – poważny, sławny, wpływowy… Mimo wszystko, aby wejść na inny szczebel blogowania (powiedzmy bardziej profesjonalny niż amatorski) pewne rzeczy trzeba zacząć robić inaczej, inaczej niż przy blogowaniu spontanicznym. Ale ja pisałam ten tekst z przymrużeniem oka, bo nie planuję zostać "poważnym" blogerem.

  • Moim zdaniem "poważny bloger" to dziwne stwierdzenie. W tym wszystkim chodzi o pasję i o to czy zaskoczy. Nie ma żadnych zasad.

  • Zależy, co rozumieć przez "powagę" w blogowaniu. Jeżeli uznać blogowanie za biznes, to ja też nie jestem "poważną" blogerką. No i kota nie mam, powołania specjalnie nie czuję, więc chyba nie spełniam norm powagi.

  • Iza

    A widzisz, o pluszowym nie pomyślałam ale to i tak nas nie ratuje. Zostajemy w grupie blogów pisanych dla przyjemności – piszącego i czytającego

  • Iza

    Ja żałuję, że blogi się tak komercjalizują, bo stają się do siebie podobne, dlatego wolę te pisane dla przyjemności, a też bardzo profesjonalnie, rzetelnie prowadzone – jesteście idealnym przykładem

  • Mi akurat do poważnych blogerów nie po drodze Chociaż mamy kota! Pluszowego Bekona Ale i tak wszędzie podróżuje z nami

  • Paweł, fajne to idę czytać starsze wpisy przed czystkami, chyba też powinnam.

  • Iza Ty jesteś rozważnym blogerem. Ja mam internet na komórce, ale to zlodziej czasu i caly czas przyprawia mnie o ból głowy. Dosłownie, dlatego coraz częściej ją wyłączam i pozbywam się pokusy. Pozdrawiam serdecznie beata

  • Hm, skradnę Ci Twój tytuł, tylko go trochę przerobię: "Nie jestem poważnym blogerem". Bardzo mi się podoba Twoje podejście – jest idealne! I chciałbym być taki jak Ty, też odłączyć komórkę od netu, wyłączyć powiadomienia, wsadzić moje oba koty (razem!) do jakiegoś pudła w którym by wreszcie zasnęły i przestały fikać koziołki o 4.30 nad ranem.
    Idę czytać Twoje starsze wpisy, może zdążę przed czystkami