Czy znalazłam coś wśród lawendy…

Przy okazji książki W szpilkach od Manolo wspominałam o tym, że do samolotu lubię zabierać lekką lekturę, która nie wymaga dużego skupienia, za to zajmuje moje myśli na tyle, abym zapomniała o locie. Najlepiej gdy wywołuje uśmiech i rozluźnia. Do takich lektur należy min. „Idę w tango” Joanny Fabickiej, o której także już wspominałam.

Podobnymi cechami powinna charakteryzować się książka, którą zabieram na urlop. Gdy na jeden z wakacyjnych wyjazdów zabrałam Szmaragdową tablicę, okazało się, że nie każda lektura nadaje się do czytania na plaży. Przynajmniej ja tak mam…

Na plaży wiecznie coś odciąga moją uwagę. Jest zbyt gwaro, hałaśliwie. Poza tym uwagę skupiam przede wszystkim na chłopcach. Nawet jeżeli to nie ja idę z nimi do wody, najczęściej i tak pilnuję ich ze swojego miejsca.

Często przerywam czytanie. Właściwie nie mogę powiedzieć, aby się na czytaniu skupiała. Dlatego książka nie może być wymagająca. Mnogość nazwisk i faktów powoduje u mnie frustrację, bo aby nie zgubić wątku czytam te same strony po kilka razy. Właśnie dlatego, że nigdy nie czytam ich wystarczająco skupiona.

Dlatego zabierając na urlop dwie kolejne książki autorstwa Agnieszki Lingas – Łoniewskiej, liczyłam na to, że tej frustracji uniknę. Ponieważ nie mogę wychodzić na słońce i w pokoju spędzamy znacznie więcej czasu niż mogliśmy przypuszczać – z lekturą uporałam się w tempie ekspresowym.

 

„Szukaj mnie wśród lawendy”

Zuzanna (tom 1)
Zofia (tom 2)

 

To prawda. Uniknęłam frustracji wynikającej ze zbyt dużej liczby różnorakich faktów, osób i dat. Tutaj tego nie ma. Na początku trochę gubiłam się, o którą siostrę chodzi, gdy w jednym zdaniu czytałam o Zosi i Zuzie, ale z czasem zaczęłam je rozróżniać. Nie tylko za sprawą oczu.

Nie uniknęłam jednak frustracji wynikającej z poziomu lektury. Liczyłam na rozrywkę. Może tanią i płytką, ale rozrywkę. Na zapach lawendy, która widnieje w tytule. Na słońce, morską bryzę i gorącą atmosferę.

Przeczytałam za to dwie bardzo przewidywalne historie. Nic ale to absolutnie nic mnie nie zaskoczyło. Powiem nieskromnie – od początku czułam o co chodzi z Adamem (mężem Zosi). Jak mnie to rozczarowało. Do końca łudziłam się, że jednak autorka mnie zaskoczy i wymyśli coś bardziej „zwyczajnego”.

Nieudolne budowanie tajemnicy i napięcia jest chyba najbardziej rozczarowujące. Mogę darować autorce sceny niby z Harlequina. Swoją drogą, to także zastanawiające. Autorka nie pisze o nastolatkach i nie wydaje mi się, aby do nastolatek kierowała te historie. Dlaczego nie ma odwagi opisać ich językiem i obrazami dla kobiet, które 16 lat skończyły już jakiś czas temu…

Jestem na urlopie, ale nie na plaży. Siedzę uziemiona w pokoju. Mam tu ciszę i spokój. Nikt i nic nie odrywa mnie od lektury. I szkoda. Może gdybym książki „Szukaj mnie wśród lawendy” czytała w słońcu, a nie w klimatyzowanym pokoju. Może gdybym zamiast wspomnianej klimatyzacji słuchała w tle szumu fal lub nawet gwaru plaży. Może wtedy klimat tych historii by mi się udzielił. Tak się nie stało.

Czuję się rozczarowana. Nawet trochę przygnębiona. Bardziej dotknęło mnie spostrzeżenie, że sami gmatwamy własne losy. Poddajemy się lub podejmujemy decyzje na podstawie jakiś wizji a nie faktów. Nie rozmawiamy ze sobą. Nie wyjaśniamy spraw, które podobno są dla nas najważniejsze.

Obie historie, które przeczytałam (jestem pewna, że tom 3 także, ale nie ma go jeszcze w formie e-booka) mają nam pokazać, że nigdy nie jest za późno na zmiany. To historie o pierwszych miłościach, które okazują się tymi jedynymi, najważniejszymi – ostatnimi. Infantylne. Do mnie nie trafia. Przynajmniej nie w takiej ilości.

Wierzę, że życie pisze najlepsze i najbardziej pokręcone scenariusze. Historię kogoś takiego jak Adam znam z ust bliskiej koleżanki. Ona ma takiego Adama w rodzinie. Może dlatego nie dałam się zaskoczyć. :? Jednak dla mnie to „niesmaczne” wykorzystywać taki wątek po to aby usprawiedliwić zdradę małżeńską.

Czy książki polecam – nie. Czy żałuję, że je przeczytałam – właściwie nie. Żałuję, że nic we mnie po tej lekturze nie zostało. I mimo iż w zgodzie z własnymi zwyczajami powinnam przeczytać także ostatni tom „Szukaj mnie wśród lawendy. Gabriela.” Nie wiem czy dam kolejną szansę autorce, Agnieszce Lingas – Łoniewskiej. Pewnie tak. Siła przyzwyczajenia lub moje dobre serce.

Poprzedni wpis
Następny wpis