Top

Tym razem podsumowanie miesiąca prawie monotematyczne, ale za to bardzo filmowe. Chociaż miesiąc był intensywny, to jakiś taki trudny do opisania…

 

Koncer Igorka

Formuła u nauczyciela Igorka jest taka, że na koniec roku w koncercie bierze udział każdy uczeń. Ma to swoje dobre i słabsze strony, ale chyba więcej tych dobrych. Myślę, że dla większości dzieci i ich rodzin, taki publiczny występ to duże emocje i w tym wypadku to one są ważniejsze niż poziom wykonania. A będę szczera – z tym bywa bardzo różnie.

Nasz Igorek w czerwcu brał udział w dwóch koncertach. Na pierwszym byliśmy sami, bo Mąż był poza Szwajcarią, a Bartuś rozgrywał ważny mecz. Przed koncertem Mały denerwował się bardziej niż zwykle i pierwszy raz w historii swoich koncertów dopadła go paraliżująca trema.

Na drugim koncercie byliśmy już wszyscy, a Igorek (chociaż również bardzo stremowany) dał popis w swoim stylu.

 

Koncert Bartusia

Nauczyciel Bartusia traktuje udział w koncertach jako wyróżnienie. Występuje mniej dzieci, za to zazwyczaj grają więcej niż jeden utwór. Nasz Bartuś tym razem zagrał aż trzy. To był chyba najdłuższy występ w historii takich koncertów.

Dla Bartka miał to być koncert pożegnalny. Bartuś kończy szkołę podstawową i wraz z przejściem do gimnazjum chciał zakończyć naukę gry na gitarze. Jednak po koncercie uznaliśmy, że szkoda przerywać jego karierę muzyczną i nasz syn dał się namówić na dalsze uczęszczanie na lekcje.

Zmniejszyliśmy tylko ilość godzin. Jest nadzieja, że jednak nie był to dla Bartusia ostatni koncert.

 

Mama na fitnessie

W tym miesiącu dałam się namówić koleżance na nowy rodzaj fitnessu. U nas to się nazywa Boost & M.A.X. W internecie znalazłam dwa filmiki. Obejrzyjcie je i wyobraźcie sobie, że my mamy to połączone w jednym treningu.

BOOST®

M.A.X.®

U nas wygląda to tak, że mamy rozstawionych 12-14 stanowisk. Na każdym z nich przez minutę (czasami to wieczność) wykonuje się konkretne ćwiczenie. 15 sekund przerwy, w tym czasie zmiana stanowiska i dalej do boju. Tak robimy dwa okrążenia. Razem z rozgrzewką i ćwiczeniami rozciągającymi, to prawie godzina ruchu.

Miało być ogólnorozwojowo i „każdy robi w swoim tempie”. Cóż… ogólnorozwojowo zapewne jest. Za to tempo jest zabójcze! Na pierwszych zajęciach myślałam, że zemdleję. Serio. Zajęcia będą trwały do wakacji. Tyle wytrzymam. Ale ta forma fitnessu nie specjalnie przypadła mi do gustu. Chyba jestem za stara na takie tempo.

 


Czerwiec to zawsze jeden z bardziej zapracowanych i zaganianych miesięcy w roku. Mąż bardzo dużo wyjeżdża. Chłopcy mają bardzo intensywny okres w szkole i na zajęciach dodatkowych. Są też drobne przerywniki, np. koncerty podsumowujące naukę na instrumentach lub inne imprezy zamykające rok szkolny.

Wiem, że podobnie jest w Polsce. Z tą różnicą, że w Polsce można już myśleć o wakacjach, a u nas jeszcze w lipcu chodzi się do szkoły… Udanego lipca Kochani!

 

Poprzedni wpis
Następny wpis