FaceTime i Wiadomości Igorek powiedział… (kąpiel)

Como – czy czar nadal trwa?

Od wczoraj jesteśmy w Como. Pierwszy raz przyjechaliśmy tu (za namową znajomych – Ludmiły i Piotra) w lutym 2005 roku. Od tego czasu bywamy regularnie – co najmniej raz w roku. Czasami przyjeżdżamy na weekend, często zatrzymywaliśmy się na obiad w drodze na wakacje lub wracając z nich. Poza pojedynczymi odstępstwami, zawsze śpimy i jemy w tym samym miejscu – przy Piazza Mazzini 12 w Albergo del Duca.

 

Hotel, właściwie hotelik otwarto 2004 roku, więc gdy przyjechaliśmy pierwszy raz, wszystko niemalże pachniało nowością. W tym roku spojrzałam na wszystko bardziej krytycznym wzrokiem, gdyż muszę przyznać, że nasze liczne bardzo miłe wspomnienia powodują, że wolę patrzeć na to miejsce przez różowe okulary. Zastanawiając się jednak, czy poleciłabym to miejsce znajomym, postanowiłam owe okulary zsunąć nieco z nosa…

 

 

Zacznę od hotelu. Włoska nonszalacja oraz niesłabnące zainteresowanie a co za tym idzie brak motywacji, powodują że pokoje od czasu swojego powstania, nie otrzymały najmniejszej kosmetyki. Jest to akceptowalne w samych pokojach, które są wystarczająco przestronne i czyste (jak na tą klasę hotelu i włoskie standardy), ale już w łazienkach upływ czasu zrobił swoje.

 

Nie mam zastrzeżeń do czystości, ale odbiór estetyczny jest średni – np. umywalka jest czysta, ale już odpływ wody powolny i długotrwały. Prysznic prawdopodobnie umyty, ale brodzik tak porysowany, że co bardziej wrażliwi mogą mieć jednak wątpliwości. U nas dodatkowo drzwi mają pękniętą powierzchnię, ale za to naklejona jest na to przeźroczysta folia (pewnie jakiś Pomysłowy Dobromir wpadł na takie rozwiązanie ).

 

Za to ze ściany obok toalety, krzyczy wydrukowany na zwykłej kartce, wielki napis „do not touch!” i mimo, iż nie jestem pewna, czego dokładnie mam nie dotykać! na wszelki wypadek okolic kartki i samej kartki nie dotykałam.

 

Ręczniki są czyste – codziennie zmieniane, łóżka są ścielone, jest telewizor, internet, barek, klimatyzacja. Cóż – może tylko nasza łazienka jest słabym punktem?

 

Restauracja. Na przestrzeni lat menu odrobinę się zmieniło – jest jakby mniej wykwintne. Moim nr jeden zawsze były Gnocchi al gorgonzola e rucola i w tym roku, pierwszy raz nie ma ich w karcie – moje serce krwawiło! Nadal jednak uważam, że można tu zjeść naprawdę smacznie. Jest duży wybór – są makarony, ryby, mięsa, pizza, sałaty, typowe włoskie startery. Teraz przyszło mi do głowy, że według kryteriów Pani Magdy Gesler ta karta musi należeć do długich. Obsługa miła, mówiąca włoskim angielskim, ceny … nie powalają, ale nie jest to też MacDonald.

 

Przy tej okazji wspomnę o śniadaniach w hotelu. Colazione jemy w ogrodzie zimowym restauracji (latem pomieszczenie jest klimatyzowane, zimą ogrzewane). Do wyboru mamy francuskie rogale, jogurty, owoce, płatki, dżemy, wędlinę. Ciepłe napoje zamawiamy. My czujemy zawsze pewien niedosyt i nie chodzi w tym wypadku o ilość, bo to jest francuski bufet i nie ma ograniczeń. Bardziej chodzi o smak, który zwyczajnie nie powala, ale uczciwie trzeba przyznać – śniadania nie są obsługiwane przez kuchnię, która do południa jest nieczynna, tylko przez bar a to nie pozwala stawiać wymagań kulinarnych.

 

 

Podsumowując. Zaczynając pisać ten post, zastanawiałam się czy czasem czar tego miejsca nie pryska? Czy nadal ma w sobie ten sam urok co blisko dzisięć lat temu?

 

Nie, tego samego uroku nie ma, ale my nie potrafimy być obiektywni. Właściciela i obsługę znamy bardzo długo, miło jest tu wracać i być rozpoznawanym. Naszą wierność liczoną w latach, najlepiej odliczać wiekiem naszych synów, Igorka jeszcze z nami nie było jak odkryliśmy to miejsce.

 

Raz postanowiliśmy spać w innym hotelu – rozczarowanie było jednak takie, że drugiej próby nie podjęliśmy. Był to hotel w podobnym przedziale cenowym, ale oczywiście można w Como wybrać hotel z widokiem na jezioro i czekoladką na poduszce (Igorek był rozczarowany ich brakiem :)).

 

Nam jednak, na weekendowy wypad, standard nadal wystarcza. Tym bardziej, że zazwyczaj spaliśmy w apartamencie na ostatnim piętrze kamienicy (hotel zajmuje starą kamienicę) i pomimo iż tym razem był on zajęty – nie zrezygnowaliśmy z przyjazdu.

 

Poprzedni wpis
Następny wpis