Top

ciekawostki o Szwajcarii

Co mnie zaskoczyło w Szwajcarii?

 

12 lat temu, w kwietniu 2004 roku zamieszkaliśmy w Szwajcarii. Pomyślałam, że to dobra okazja do tego, aby przypomnieć sobie co mnie wtedy w tym kraju zaskakiwało. To wcale nie było takie proste. Wybrałam jednak 21 ciekawostek o Szwajcarii, które mogą Cię zainteresować. :) Część z nich musiałam wyłowić z zakamarków pamięci, bo dzisiaj wydają się być oczywiste, a inne pomimo upływu czasu nadal zaskakują. :)

 

1.   Do Szwajcarii przyjechałam z 8-miesięcznym bobasem, przy którym jak wiadomo  jest sporo prania. A w mieszkaniu nie było pralki, chociaż był to świeżo wybudowany, nowoczesny blok. Okazało się, że w blokach budowanych pod wynajem, nie ma pralek. Są pralnie. I listy, na które trzeba się wcześniej zapisywać, aby powiadomić innych mieszkańców, którego dnia i o której godzinie będzie się chciało z pralni skorzystać. Dla mnie wtedy pranie bielizny w pralce, z której korzysta cały blok było czymś nie do pomyślenia.

 

2.   Dlatego postawiłam warunek, że muszę mieć swoją pralkę. Okazuje się, że Szwajcarom nawet nie przychodzi do głowy pytać o takie rzeczy. Wszyscy pukali się w głowy, gdy oznajmiliśmy, że chcemy poprosić o zgodę na zamontowanie pralki. Jednak w tym uporządkowanym kraju dużo rzeczy można w cywilizowany sposób załatwić. Napisaliśmy pismo i dostaliśmy zgodę. Warunek był jeden. Pralkę musiał podłączyć ich hydraulik, ale my opłaciliśmy fakturę. W ten sposób jako jedyna rodzina w bloku, posiadaliśmy własną pralkę. Również na drodze pisemnych negocjacji dostaliśmy zgodę na zamontowanie anteny satelitarnej. Tym razem warunek był taki, że antena nie mogła być zamocowana do balustrady tarasu i miała być mało widoczna z ulicy. Dało się zrobić. A wniosek jest jeden – warto pytać o zgodę. Nie warto urządzać samowolek.

 

3.   W Polsce mieszkaliśmy w nowiuteńkim bloku, w którym pierwszy poziom zajmowały garaże. My zamieszkiwaliśmy wysokie 3 piętro. (Notabene mieszkania też były wysokie, 2.70, a na poddaszu w najwyższym punkcie nawet  2.90. Gdy przeprowadziliśmy się do Szwajcarii, gdzie mieszkania zazwyczaj mają wysokość 2.40 – przez pierwsze miesiące miałam wrażenie, że szoruję głową po suficie.) Wracając do naszego wysokiego 3 piętra. Gdy chciałam wyjść z dzieckiem na spacer, dzwoniłam po mamę. Mama znosiła Bartusia. Ja znosiłam wózek. W Szwajcarii zamieszkaliśmy na ostatnim piętrze bloku. Bez przeszkód wychodziłam na spacery, bo w dwupiętrowym bloku miałam windę. Wiem, że w Polsce też to się zmienia, ale dla mnie 12 lat temu był to rarytas i prawdziwa niespodzianka, że w tak niskim budynku mamy windę. :)

 

4.   Nie wiem z ilu sztuk składa się Wasz pęk kluczy do mieszkania. Ja dostałam do ręki sztuk… 1. Tym jednym kluczem otwierałam mieszkanie, drzwi wejściowe do bloku, skrzynkę na listy i garaż. Do tej pory nie mogę się nadziwić, ile kluczy potrzebowałam w domu rodzinnym.

 

5.   O tym, że w Szwajcarii jest drogo wie chyba każdy. Widok ceny jabłek przyprawia o zawrót głowy. Tym bardziej gdy pomyślę za ile i jakiej jakości jabłka mogę kupić w Polsce. Także ceny usług do tej pory spędzają mi sen z powiek. Jednak 12 lat temu czułam się dodatkowo zagubiona, bo w sklepach nie widywałam znajomych mi europejskich marek. Potrafiłam Domestos i Cif przywieźć z Polski, a po Dannonki jeździliśmy do Niemiec. Dzisiaj jest już lepiej, ale 12 lat temu, asortyment szwajcarskich sklepów zwyczajnie mnie dołował. Nie dość, że drogo, to jeszcze bez wyboru.

 

6.   Skoro o sklepach mowa. Wspominałam już na blogu o samoobsługowych sklepikach, które stoją przy szwajcarskich gospodarstwach. Nie ma tam nikogo, ale wystawione są produkty, np. jajka, mleko, naturalne soki czy np. ziemniaki. Takie rozwiązanie zakłada uczciwość kupujących. Podobnie jest z kwiatami, które kwitną na polach. Sam idziesz w pole, ścinasz tyle sztuk ile chcesz i wrzucasz do skarbonki odliczoną kwotę za tyle kwiatów ile wyciąłeś.

 

7.   Szwajcaria składa się z kantonów, to taki odpowiednik naszych województw. Kantony składają się z gmin. Wiecie, że każda gmina prowadzi własną politykę podatkową. Czyli mieszkając w jednym kantonie, nawet w sąsiednich gminach, najprawdopodobniej będziemy płacić inne podatki. Poza tym w Szwajcarii podatki płacimy w trzech częściach, na trzech szczeblach – komunalnym, kantonalnym i federalnym.

 

8.   Duża autonomia gmin przejawia się w wielu aspektach życia. Gminy ustalają np. własny kalendarz ferii i obchodzonych świąt. Politykę szkolno-przedszkolną. To na poziomie gminy zapada decyzja o przyznaniu szwajcarskiego obywatelstwa!

 

9.   W Szwajcarii nie ma prawa ziemi, czyli dziecko urodzone na szwajcarskiej ziemi wcale nie otrzyma szwajcarskiego obywatelstwa. Podobno kiedyś było inaczej.

 

10.  Wiecie, że Szwajcaria nie ma stolicy! Aby nie urazić żadnego z kantonów, formalnie Szwajcaria nie ma stolicy. Za Hauptstadt (stolicę) uznaje się Berno, ponieważ tam znajduje się siedziba rządu.

 

11.  W Szwajcarii składki na ubezpieczenie zdrowotne nie są automatycznie potrącane z pensji. Ubezpieczenie jest obowiązkowe, ale samemu wybiera się firmę i rodzaj ubezpieczenia. Samodzielnie pilnujesz opłacania miesięcznych składek na ubezpieczenie zdrowotne.

 

12.  Pomimo opłacanego obowiązkowo ubezpieczenia zdrowotnego, dorośli w dużej mierze i tak pokrywają koszty leczenia. Oczywiście to w ogromnym stopniu zależy od posiadanego pakietu ubezpieczeniowego, ale generalnie nie istnieje takie pojęcie jak „bezpłatna służba zdrowia”. Lepiej jest w przypadku dzieci. Tutaj większą część pokryje ubezpieczenie. Za stomatologa zawsze płacimy sami. Jeżeli odpowiednio wcześnie zaczniemy opłacać specjalne, dodatkowe ubezpieczenie, ortodoncja u dzieci będzie cześciowo opłacana.

 

13.  Poszanowanie dla rowerzystów i pieszych. Rowerzyści i piesi są w Szwajcarii rozpieszczani. To kierowca bardziej uważa na nich, a nie odwrotnie. Gdy tylko do krawędzi jezdni zbliża się człowiek, kierowca na wszelki wypadek zwalnia, a przed pasami obowiązkowo się zatrzymuje.

 

14.  Zaskoczyło mnie, że nie ma tu zwyczaju ani znaków nakazujących zatrzymywanie się przed przejazdem kolejowym. Natomiast jeżeli czekamy na przejazd pociągu – obowiązkowo gasimy silnik samochodu!

 

15.  Z biegiem lat widzę, że jazda po szwajcarskich drogach odrobinę się zmieniła. W końcu nie sami Szwajcarzy jeżdżą po tym spokojnym kraju. Nadal jednak obowiązuje wysoka kultura jazdy i uprzejmość, np. przy włączaniu się do ruchu, czy przy zmianie pasa ruchu. Z pewnością zbawienny wpływ na kulturę jazdy mają wysokie kary za przekroczenia drogowe. I nie ma rozmów i negocjacji z policjantami. Ale podobno w Polsce też już tak jest?

 

16.  Chociaż przyznaję, że ruch na szwajcarskich drogach wygląda inaczej niż np. w Polsce czy we Włoszech, mimo wszystko do dzisiaj wzrusza mnie widok maluchów samodzielnie drepczących do przedszkola poboczem drogi. Gdy ja musiałam kolejno wysłać naszych chłopców do Kindergarten, nawet przy Igorku nie mogłam pogodzić się z samodzielnym pokonywaniem drogi przez czterolatka. Do dzisiaj przechodzą mnie dreszcze na wspomnienie wyjść i powrotów chłopaków. Przeżyłam i pogodziłam się z panującym tu zwyczajem. Później jeszcze musiałam odchorować dojeżdżanie do szkoły na rowerze. W Szwajcarii bardzo wcześnie uczy się dzieci samodzielności.

 

17.  Jednocześnie dzieci są pod szczególną opieką i kontrolą. W szkole i przedszkolu trzeba meldować każdą nieobecność. Jeżeli o tym zapomnimy, to najpóźniej do południa należy spodziewać się telefonu zaniepokojonego wychowawcy. Jeżeli do sklepu zawsze przychodziłaś z dzieckiem, spodziewaj się, że kiedy sprzedawca kolejnym razem go nie zobaczy – zapyta o nie. To samo zrobi kelner w restauracji, nie mówiąc o sąsiadce. Jeżeli obca osoba uzna, że zagrożone jest zdrowie lub życie dziecka, np. widok małego dziecka wyglądającego z tarasu (to moja własna historia) może zapukać do twoich drzwi aby upewnić się, że dziecko jest pod opieką i UWAGĄ dorosłego. Podobno należy mieć także odpowiedni metraż mieszkania, aby zapewniać dzieciom należyty standard życia. Nie wiem czemu akurat metraż ma świadczyć o tym standardzie.

 

18.  W Szwajcarskich szkołach nie ma świetlic, ani stołówek. Dzieci około godziny 12 mają przerwę na lunch i wracają wtedy do domu. Powrót na obiad dotyczy również najmłodszych uczniów i przedszkolaków!

 

19.  W Szwajcarskich lasach, w zależności od gminy, obowiązują okresowe zakazy zbierania grzybów. A może lepiej powiedzieć, że są wyznaczone okresy kiedy grzyby można zbierać. Na zbieranie jagód podobno obowiązuje całkowity zakaz. W każdym razie ja z potrawami z użyciem leśnych jagód nigdy się w Szwajcarii nie spotkałam. (Pomijam polską restaurację.) A tak lubię pierogi z jagodami i bułki jagodzianki.

 

20.  Oficjalnie podaje się, że w Szwajcarii mówi się czterema językami, to: niemiecki, francuski, włoski i retoromański. Nie jest to do końca prawdą. W przeważającej części kraju (dotyczy to głównie części największej, niemieckojęzycznej) mówi się po szwajcarsku. A język szwajcarski nawet nie jest pochodną języka niemieckiego. Mało tego, właściwie nie ma czegoś takiego jak język szwajcarski. Tutaj każdy kanton a nawet gmina ma swoją wersję tego języka. Co powoduje, że Szwajcar z Berna może mieć trudności z dogadaniem się ze Szwajcarem z Zurychu. Ratuje ich język obcy. Czyli np. język niemiecki, którego dzieci uczą się w szkołach, ale jest to dla nich język obcy.

 

21.  Na koniec coś co mnie bardzo zaskoczyło, gdy pobieżnie poznawałam historię Szwajcarii. Wiecie, że szwajcarskie kobiety uzyskały prawa wyborcze dopiero w 1971 roku. Dla porównania w Polsce był to 1918 rok. A skoro wiele razy podkreślałam dużą autonomię szwajcarskich kantonów, co powiecie na wiadomość, że kanton Appenzell Innerrhoden przyznał je jako ostatni i miało to miejsce dopiero w 1990 roku! Nie wiem dlaczego akurat prawa kobiet tak mi się na sam koniec skojarzyły…
Część informacji przewijała się już na blogu, ale ciekawa jestem co dla Was okazało się największym zaskoczeniem, wśród tych wybranych 21 ciekawostek o Szwajcarii?

 

Poprzedni wpis
Następny wpis