Marzec. Co się u nas działo. Koniec z odkładaniem!

21 ciekawostek o Szwajcarii.

ciekawostki o Szwajcarii

Co mnie zaskoczyło w Szwajcarii?

 

12 lat temu, w kwietniu 2004 roku zamieszkaliśmy w Szwajcarii. Pomyślałam, że to dobra okazja do tego, aby przypomnieć sobie co mnie wtedy w tym kraju zaskakiwało. To wcale nie było takie proste. Wybrałam jednak 21 ciekawostek o Szwajcarii, które mogą Cię zainteresować. :) Część z nich musiałam wyłowić z zakamarków pamięci, bo dzisiaj wydają się być oczywiste, a inne pomimo upływu czasu nadal zaskakują. :)

 

1.   Do Szwajcarii przyjechałam z 8-miesięcznym bobasem, przy którym jak wiadomo  jest sporo prania. A w mieszkaniu nie było pralki, chociaż był to świeżo wybudowany, nowoczesny blok. Okazało się, że w blokach budowanych pod wynajem, nie ma pralek. Są pralnie. I listy, na które trzeba się wcześniej zapisywać, aby powiadomić innych mieszkańców, którego dnia i o której godzinie będzie się chciało z pralni skorzystać. Dla mnie wtedy pranie bielizny w pralce, z której korzysta cały blok było czymś nie do pomyślenia.

 

2.   Dlatego postawiłam warunek, że muszę mieć swoją pralkę. Okazuje się, że Szwajcarom nawet nie przychodzi do głowy pytać o takie rzeczy. Wszyscy pukali się w głowy, gdy oznajmiliśmy, że chcemy poprosić o zgodę na zamontowanie pralki. Jednak w tym uporządkowanym kraju dużo rzeczy można w cywilizowany sposób załatwić. Napisaliśmy pismo i dostaliśmy zgodę. Warunek był jeden. Pralkę musiał podłączyć ich hydraulik, ale my opłaciliśmy fakturę. W ten sposób jako jedyna rodzina w bloku, posiadaliśmy własną pralkę. Również na drodze pisemnych negocjacji dostaliśmy zgodę na zamontowanie anteny satelitarnej. Tym razem warunek był taki, że antena nie mogła być zamocowana do balustrady tarasu i miała być mało widoczna z ulicy. Dało się zrobić. A wniosek jest jeden – warto pytać o zgodę. Nie warto urządzać samowolek.

 

3.   W Polsce mieszkaliśmy w nowiuteńkim bloku, w którym pierwszy poziom zajmowały garaże. My zamieszkiwaliśmy wysokie 3 piętro. (Notabene mieszkania też były wysokie, 2.70, a na poddaszu w najwyższym punkcie nawet  2.90. Gdy przeprowadziliśmy się do Szwajcarii, gdzie mieszkania zazwyczaj mają wysokość 2.40 – przez pierwsze miesiące miałam wrażenie, że szoruję głową po suficie.) Wracając do naszego wysokiego 3 piętra. Gdy chciałam wyjść z dzieckiem na spacer, dzwoniłam po mamę. Mama znosiła Bartusia. Ja znosiłam wózek. W Szwajcarii zamieszkaliśmy na ostatnim piętrze bloku. Bez przeszkód wychodziłam na spacery, bo w dwupiętrowym bloku miałam windę. Wiem, że w Polsce też to się zmienia, ale dla mnie 12 lat temu był to rarytas i prawdziwa niespodzianka, że w tak niskim budynku mamy windę. :)

 

4.   Nie wiem z ilu sztuk składa się Wasz pęk kluczy do mieszkania. Ja dostałam do ręki sztuk… 1. Tym jednym kluczem otwierałam mieszkanie, drzwi wejściowe do bloku, skrzynkę na listy i garaż. Do tej pory nie mogę się nadziwić, ile kluczy potrzebowałam w domu rodzinnym.

 

5.   O tym, że w Szwajcarii jest drogo wie chyba każdy. Widok ceny jabłek przyprawia o zawrót głowy. Tym bardziej gdy pomyślę za ile i jakiej jakości jabłka mogę kupić w Polsce. Także ceny usług do tej pory spędzają mi sen z powiek. Jednak 12 lat temu czułam się dodatkowo zagubiona, bo w sklepach nie widywałam znajomych mi europejskich marek. Potrafiłam Domestos i Cif przywieźć z Polski, a po Dannonki jeździliśmy do Niemiec. Dzisiaj jest już lepiej, ale 12 lat temu, asortyment szwajcarskich sklepów zwyczajnie mnie dołował. Nie dość, że drogo, to jeszcze bez wyboru.

 

6.   Skoro o sklepach mowa. Wspominałam już na blogu o samoobsługowych sklepikach, które stoją przy szwajcarskich gospodarstwach. Nie ma tam nikogo, ale wystawione są produkty, np. jajka, mleko, naturalne soki czy np. ziemniaki. Takie rozwiązanie zakłada uczciwość kupujących. Podobnie jest z kwiatami, które kwitną na polach. Sam idziesz w pole, ścinasz tyle sztuk ile chcesz i wrzucasz do skarbonki odliczoną kwotę za tyle kwiatów ile wyciąłeś.

 

7.   Szwajcaria składa się z kantonów, to taki odpowiednik naszych województw. Kantony składają się z gmin. Wiecie, że każda gmina prowadzi własną politykę podatkową. Czyli mieszkając w jednym kantonie, nawet w sąsiednich gminach, najprawdopodobniej będziemy płacić inne podatki. Poza tym w Szwajcarii podatki płacimy w trzech częściach, na trzech szczeblach – komunalnym, kantonalnym i federalnym.

 

8.   Duża autonomia gmin przejawia się w wielu aspektach życia. Gminy ustalają np. własny kalendarz ferii i obchodzonych świąt. Politykę szkolno-przedszkolną. To na poziomie gminy zapada decyzja o przyznaniu szwajcarskiego obywatelstwa!

 

9.   W Szwajcarii nie ma prawa ziemi, czyli dziecko urodzone na szwajcarskiej ziemi wcale nie otrzyma szwajcarskiego obywatelstwa. Podobno kiedyś było inaczej.

 

10.  Wiecie, że Szwajcaria nie ma stolicy! Aby nie urazić żadnego z kantonów, formalnie Szwajcaria nie ma stolicy. Za Hauptstadt (stolicę) uznaje się Berno, ponieważ tam znajduje się siedziba rządu.

 

11.  W Szwajcarii składki na ubezpieczenie zdrowotne nie są automatycznie potrącane z pensji. Ubezpieczenie jest obowiązkowe, ale samemu wybiera się firmę i rodzaj ubezpieczenia. Samodzielnie pilnujesz opłacania miesięcznych składek na ubezpieczenie zdrowotne.

 

12.  Pomimo opłacanego obowiązkowo ubezpieczenia zdrowotnego, dorośli w dużej mierze i tak pokrywają koszty leczenia. Oczywiście to w ogromnym stopniu zależy od posiadanego pakietu ubezpieczeniowego, ale generalnie nie istnieje takie pojęcie jak „bezpłatna służba zdrowia”. Lepiej jest w przypadku dzieci. Tutaj większą część pokryje ubezpieczenie. Za stomatologa zawsze płacimy sami. Jeżeli odpowiednio wcześnie zaczniemy opłacać specjalne, dodatkowe ubezpieczenie, ortodoncja u dzieci będzie cześciowo opłacana.

 

13.  Poszanowanie dla rowerzystów i pieszych. Rowerzyści i piesi są w Szwajcarii rozpieszczani. To kierowca bardziej uważa na nich, a nie odwrotnie. Gdy tylko do krawędzi jezdni zbliża się człowiek, kierowca na wszelki wypadek zwalnia, a przed pasami obowiązkowo się zatrzymuje.

 

14.  Zaskoczyło mnie, że nie ma tu zwyczaju ani znaków nakazujących zatrzymywanie się przed przejazdem kolejowym. Natomiast jeżeli czekamy na przejazd pociągu – obowiązkowo gasimy silnik samochodu!

 

15.  Z biegiem lat widzę, że jazda po szwajcarskich drogach odrobinę się zmieniła. W końcu nie sami Szwajcarzy jeżdżą po tym spokojnym kraju. Nadal jednak obowiązuje wysoka kultura jazdy i uprzejmość, np. przy włączaniu się do ruchu, czy przy zmianie pasa ruchu. Z pewnością zbawienny wpływ na kulturę jazdy mają wysokie kary za przekroczenia drogowe. I nie ma rozmów i negocjacji z policjantami. Ale podobno w Polsce też już tak jest?

 

16.  Chociaż przyznaję, że ruch na szwajcarskich drogach wygląda inaczej niż np. w Polsce czy we Włoszech, mimo wszystko do dzisiaj wzrusza mnie widok maluchów samodzielnie drepczących do przedszkola poboczem drogi. Gdy ja musiałam kolejno wysłać naszych chłopców do Kindergarten, nawet przy Igorku nie mogłam pogodzić się z samodzielnym pokonywaniem drogi przez czterolatka. Do dzisiaj przechodzą mnie dreszcze na wspomnienie wyjść i powrotów chłopaków. Przeżyłam i pogodziłam się z panującym tu zwyczajem. Później jeszcze musiałam odchorować dojeżdżanie do szkoły na rowerze. W Szwajcarii bardzo wcześnie uczy się dzieci samodzielności.

 

17.  Jednocześnie dzieci są pod szczególną opieką i kontrolą. W szkole i przedszkolu trzeba meldować każdą nieobecność. Jeżeli o tym zapomnimy, to najpóźniej do południa należy spodziewać się telefonu zaniepokojonego wychowawcy. Jeżeli do sklepu zawsze przychodziłaś z dzieckiem, spodziewaj się, że kiedy sprzedawca kolejnym razem go nie zobaczy – zapyta o nie. To samo zrobi kelner w restauracji, nie mówiąc o sąsiadce. Jeżeli obca osoba uzna, że zagrożone jest zdrowie lub życie dziecka, np. widok małego dziecka wyglądającego z tarasu (to moja własna historia) może zapukać do twoich drzwi aby upewnić się, że dziecko jest pod opieką i UWAGĄ dorosłego. Podobno należy mieć także odpowiedni metraż mieszkania, aby zapewniać dzieciom należyty standard życia. Nie wiem czemu akurat metraż ma świadczyć o tym standardzie.

 

18.  W Szwajcarskich szkołach nie ma świetlic, ani stołówek. Dzieci około godziny 12 mają przerwę na lunch i wracają wtedy do domu. Powrót na obiad dotyczy również najmłodszych uczniów i przedszkolaków!

 

19.  W Szwajcarskich lasach, w zależności od gminy, obowiązują okresowe zakazy zbierania grzybów. A może lepiej powiedzieć, że są wyznaczone okresy kiedy grzyby można zbierać. Na zbieranie jagód podobno obowiązuje całkowity zakaz. W każdym razie ja z potrawami z użyciem leśnych jagód nigdy się w Szwajcarii nie spotkałam. (Pomijam polską restaurację.) A tak lubię pierogi z jagodami i bułki jagodzianki.

 

20.  Oficjalnie podaje się, że w Szwajcarii mówi się czterema językami, to: niemiecki, francuski, włoski i retoromański. Nie jest to do końca prawdą. W przeważającej części kraju (dotyczy to głównie części największej, niemieckojęzycznej) mówi się po szwajcarsku. A język szwajcarski nawet nie jest pochodną języka niemieckiego. Mało tego, właściwie nie ma czegoś takiego jak język szwajcarski. Tutaj każdy kanton a nawet gmina ma swoją wersję tego języka. Co powoduje, że Szwajcar z Berna może mieć trudności z dogadaniem się ze Szwajcarem z Zurychu. Ratuje ich język obcy. Czyli np. język niemiecki, którego dzieci uczą się w szkołach, ale jest to dla nich język obcy.

 

21.  Na koniec coś co mnie bardzo zaskoczyło, gdy pobieżnie poznawałam historię Szwajcarii. Wiecie, że szwajcarskie kobiety uzyskały prawa wyborcze dopiero w 1971 roku. Dla porównania w Polsce był to 1918 rok. A skoro wiele razy podkreślałam dużą autonomię szwajcarskich kantonów, co powiecie na wiadomość, że kanton Appenzell Innerrhoden przyznał je jako ostatni i miało to miejsce dopiero w 1990 roku! Nie wiem dlaczego akurat prawa kobiet tak mi się na sam koniec skojarzyły…
 

Część informacji przewijała się już na blogu, ale ciekawa jestem co dla Was okazało się największym zaskoczeniem, wśród tych wybranych 21 ciekawostek o Szwajcarii?

 

Poprzedni wpis
Następny wpis
  • Ważne że jesteście tam razem no a praca i edukacja dzieci to całkiem spora "kotwica" ;). Wiadomo- nie ma miejsc idealnych ale w niektórych po prostu lepiej traktuje się obywateli no i zarobki vs koszty życia sa lepsze/wyższe. A to że idealizujesz- normalna sprawa :).

  • Iza

    Ja mentlnie się na emigrantkę nie nadaję. Szczerze mówiąc nie wiem czy jest kraj, w którym bym mogła zapomnieć, że nie jestem u siebie. Może to też kwestia wieku, nadal matematycznie rzecz ujmując, więcej lat mieszkałam w Polsce i to tylko w Łodzi. Z chłopcami jest już inaczej, ale dla nich Polska to kraj do którego jeździ się odwiedzić rodzinę. I wtedy okazuje się, że to nie tylko nasza czteroosobowa gromadka. Z drugiej strony słyszałam o tym, że emigrantom kraj pięknieje we wspomnieniach. Niby pamiętamy też te gorsze jego cechy, ale rozpamiętujemy te lepsze. Nie ma miejsc idealnych i Szwajcaria też takim nie jest, ale ma oczywiście swoje duże plusy. Nas trzymała tu zawsze praca Męża, a teraz doszło wykształcenie chłopców, czyli chodzi o szkołę. Im są starsi tym trudniej sobie wyobrazić powrót, bo tutaj są najlepszymi uczniami, ale języka polskiego nie znają na tyle dobrze aby odnaleźć się w polskiej szkole. Nie mówiąc o geografii czy historii Polski. Mówią i czytają po polsku, ale już np. ortografia to dla nich czarna magia. Nie mam ochoty na rewolucje, ale podejrzewam, że gdyby chłopcy byli mniejsi, jeszcze przed szkołą, to pewnie bym była bardziej "narwana" i skłonna do zmian.

  • 13. i za te samodzielne maluchy!
    Powiem Ci że gdybym znała niemiecki rozważałabym szukanie pracy w Szwajcarii
    A Ty Iza jesteś zadowolona z życia tam?

  • Hmm niech budują z max. dwoma piętrami, bo te trzecie to też wyczyn

  • Cieszę się, że doprecyzowałaś to współżycie A tak poważnie, to Szwajcaria jawi mi się jako kraj kolegialnych decycji (to przez te referenda) i biurokracji. Być może krzywdzące wyobrażenie. Twoja lista – bardzo zajmująca lektura.

  • Iza

    Kierowcy naprawdę są bardzo wyczuleni na dzieci. Zwalniają, zatrzymują się, przepuszczają i (jak to się mówi) dmuchają na zimne. Do przedszkola, a później jeszcze w szkole przychodzą policjanci. Tłumaczą zasady ruchu. Zabierają dzieci i uczą przechodzenia przez ulicę i zachowania na drodze. Zwykły przechodzień też nie będzie obojętny. Poza tym na początku większość mam i tak chodzi z dziećmi. Później robią dyżury. Ale w pewnym momencie widać już dzieci same. Ja bardzo przeżywałam ten zwyczaj samodzielnego chodzenia i wiele mam, które nie są Szwajcarkami ma z tym ogromny, emocjonalny problem. Za to mamy Szwajcarki są z reguły twarde – "ja chodziłam, to i moje dziecko musi sobie poradzić".

  • basetla

    Dla mnie największym zaskoczeniem są te maluchy, same na poboczu drogi.Nawet najbardziej uważny kierowca nie jest w stanie przewidzieć beztroskiego zachowania dziecka.Poza tym,wiadomo, że nie tylko kierowcy stanowią zagrożenie dla dzieci pozbawionych opieki.

  • Iza

    Mi wywody, nawet bardzo długie i nawet w komentarzach nie przeszkadzają. I pewnie z tymi badaniami bym się zgodziła, ale nawet w Szwajcarii są ludzie, dla których chyba żaden system (może poza utopijnym) nie będzie sprawiedliwy i wtedy inne mechanizmy działają.

  • To, o czym pisałem pochodzi z szerzej zakrojonych badań psychologicznych i dotyczy całościowo przestrzegania prawa (drogowego, podatkowego, karnego, itp.). Jeżeli system prawny jest uznawany za sprawiedliwy (nie ma równych i równiejszych), a przepisy są racjonalne, czyli np. służą poprawie bezpieczeństwa, to znaczna część społeczeństwa przestrzega przepisów i płaci daniny, nawet jeżeli są one wysokie. Nie trzeba takich ludzi zbytnio kontrolować. Jeżeli jest odwrotnie, przepisy są wprowadzone, aby komuś dokopać, zgarnąć dodatkową kasę, czy są głęboko niesprawiedliwe (są ludzie spod nich wyłączeni), to wtedy zaczyna się masowe kombinowanie – tak, jak w Polsce, czy takiej Grecji. Ale to jest dłuższa dyskusja, na tematy zachowań ludzkich i psychologi mogę niestety zbyt wiele pisać, a w komentarzach nie o to chodzi

  • Iza

    W Szwajcarii nie ma takich supermarketów jak np. Tesco, czyli takich gdzie i masło i telewizor kupisz w jednym miejscu. Ale już np. Aldi ma różne akcje i wtedy można tam kupić pralkę, stół na taras,dywan itp. itd. :), ale to jest wrzucane na sztuki i nie jest w stałej sprzedaży. Generalnie po pralkę czy inny sprzęt idzie się do bardziej wyspecjalizowanych marketów, typu Media Markt czy Fust.
    Ja się do pralni przekonałam o tyle, że większe i mniej osobiste rzeczy prałam w pralni, ale bieliznę itp. wolałam prać we własnej pralce.
    Kraje skandynawskie faktycznie są bardzo podobne do Szwajcarii, nie tylko pod względem wzajemnego zaufania.
    Będę się upierała, że wysokość mandatów ma jednak znaczenie. Prosty przykład – ta sama osoba, która w Polsce się nie przejmuje, czy powiedzmy mniej przejmuje, bo na ewentualny mandat ją stać, nie jest on jakoś boleśnie odczuwalny, tuż po przekroczeniu granicy szwajcarskiej zdejmuje nogę z gazu, bo świadomość wysokości mandatu (ale także nieuchronność kary) działa mocniej niż myśl, tak zgadzam się, w tym miejscu powinno być ograniczenie, przecież chodzi o bezpieczeństwo nas wszystkich. Poza tym, ilu znasz kierowców którzy mówią o sobie, ja jeżdżę za szybko, brawurowo? Co najwyżej usłyszysz oksymoron – tak, jeżdżę szybko, ale bezpiecznie.
    Pozdrawiam i życzę spełnienia marzenia o Jurze.

  • O pralkach w Szwajcarii słyszałem. Mnie się ten pomysł nawet podoba. Znajomi nawet twierdzili, że w supermarketach szwajcarskich nawet nie ma działu z pralkami, jestem ciekaw czy to prawda? Z podobną ufnością co do sprzedaży produktów z pola spotkałem się w Danii, bardzo mi się to zaufanie podoba. Tak samo to co piszesz o traktowaniu pieszych i rowerzystów. W Polsce przejście przez pasy na zielonym świetle, to duże ryzyko (mnie raz samochód potrącił). Przestrzeganie przepisów nie zależy od wysokości mandatów, ale od tzw. "legalizacji państwa". Czyli – jeżeli ludzie są przekonani, że przepisy naprawdę służą wyłącznie zapewnieniu bezpieczeństwa, są jednakowe dla każdego, to ich przestrzegają. Jeżeli natomiast panuje przekonanie, że przepisy są po to, aby państwo czy gmina mogły łatać przeróżne budżety, a na drodze są równi i równiejsi, to wtedy przepisy są postrzegane, jako nieuzasadniona represja i masowo łamane. To jest identycznie, jak z tą skarbonką i zaufaniem do potencjalnego klienta.
    Mieszkać w Szwajcarii pewnie bym nie chciał, ale marzy mi się wyjazd na pogranicze Szwajcarsko-Francuskie, w tzw. Jurę. Na razie jest to jeszcze zbyt droga wycieczka, ale wciąż mam nadzieję, że ją zrealizuję

  • Iza

    Nie wiem czy w Europie są jeszcze kraje, które stosują prawo ziemi. Kiedyś czytałam, że to jest czy było charakterystyczne dla anglosaskiego systemu prawa. Ten jeden klucz to raczej w nowym budownictwie jest stosowany. Pewnie w starych kamienicach i starszych blokach też obowiązuje pęk kluczy.

  • Iza

    Przy moim odbieganiu od tematu, to by było masło maślane. Nie, raczej groch z kapustą.

  • Może przewodnik powinnaś napisać?:)

  • We Francji chyba tez juz nie ma prawa ziemi, ale dziecko urodzone we Francji moze ubiegac sie o francuskie obywatelstwo. I tez taki luksus jak winda w blokach (a wlasciwie w starych domach) 4 pietrowych byl dla mnie milym zaskoczeniem. Ale kluczy mam akurat caly plik, kazdy do czegos innego. Francja to jednak nie Szwajcaria. Hi hi hi Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Iza

    Tak, to nawet trochę zabawne z tą stolicą, bo np. na kursie językowym, takim dla mam, gdzie była cała mieszanka narodowości, padło pytanie o stolicę. I dziewczyny wymieniały najróżniejsze miejsca, największe szwajcarskie miasta, ale i nasze miasteczko. I w sumie trochę miały prawo być zagubione, bo pytanie było przecież z tych bardziej podchwytliwych.
    Ja tu nawet widziałam taką scenkę, między mamami chłopców z klasy Igorka, obie Szwajcarki. Jedna jest powiedzmy nerwowa, bywa agresywna wobec swojego syna i na ulicy biła go i szarpała. Wtedy ta druga mama wyrwała jej syna, zabrała do siebie (mieszkają bardzo blisko) i kazała jej przyjść jak ta się uspokoi. A np. w Singapurze, gdzie zapłacisz mandat za picie w metrze, a guma do żucia jest zakazana. Jadąc metrem widziałam, jak matka bije i szarpie małą dziewczynkę. To było straszne. I ja pokazywałam palcem na tą kobietę, bo przecież ja się z nią bym nie dogadała, a cały wagon ludzi się patrzył i nikt, nikt nie zareagował. Ona wysiadła na kolejnej stacji i widziałam jak całą drogę biła, targała za włosy i szarpała tą przerażoną dziewczynkę. Nie wiem czy w którymś momencie wreszcie ktoś zareagował, ale póki ja je widziałam, to ludzie tylko patrzyli. Singapur kurka, takie przepisy ostre. I tak to jest – co kraj, to obyczaj. Ale teraz jeszcze mi się przypomniało, tutaj w Ikei, i to w windzie byłam świadkiem podobnej sceny co w metrze, a nikt nie zareagował. Jakby w zamkniętej przestrzeni ludzie się bali, że sami oberwą. Tak – na temat dzieci i ich traktowania, jak widzisz mogę pisać i pisać. Najważniejsze aby zachować się zgodnie ze swoim sumieniem.

  • Iza

    Też teraz z ciekawości sprawdziłam jak to jest opisane.
    Jeżeli chodzi o pracę, to jest to bardziej skomplikowana sprawa. To nie jest raczej kwestia równouprawnienia, tzn. to się akurat bardzo nie różni od sytuacji w Polsce (chociaż to też zależy o jakiej pracy mowa). Mimo wszystko to bardziej problem pracy dla obcokrajowców i tego jak nasze papiery są tutaj traktowane. Ech… wiele czynników do wzięcia pod lupę.

  • Pewnie że ja też bym też zwróciła uwagę, gdybym zobaczyła dziecko w niebezpieczeństwie. Choćbym miała wysłuchać zbędnego komentarza, że jestem wscibska. Lepiej dmuchać na zimne, niż potem żałować, że się nie interweniowało. Ps.. Jeszcze zdziwił mnie ten brak stolicy.

  • Iza

    Dziękuję a mnie się ciągle coś przypomina. Powinnam zacząć to notować, na materiał na kolejną rocznicę.

  • Tą stolicą, to mnie zabiłaś… Byłam pewna, ze Berno jest stolicą. Aż zajrzałam do Wikipedii, co tam napisane, a tam: Stolica: brak (de iure), Berno (de facto). Normalnie dla mnie news miesiąca!

    Co do praw kobiet… Od wielu Polek, które przeniosły się na stałe do CH słyszę, że – mimo tego, ze były specjalistkami w PL – w Szwajcarii nie miały szansy na normalną pracę, a już na pewno nie na wysokich stanowiskach, że absolutnie nie ma równouprawnienia jeśli chodzi o karierę. Czy tez tak uważasz?

  • Świetny tekst:) Dzięki Tobie można sporo nowego się dowiedzieć…Nigdy nie interesowałam się Szwajcarią i w sumie to wiele mnie zaskoczyło, bardzo wiele;))

  • Iza

    Chciałam być delikatna

  • To co teraz się dzieje w Polsce to raczej powrót do średniowiecza

  • Iza

    Odnaleźć lub przynajmniej dostosować. Teraz w Polsce, w nowych blokach chyba też są już zawsze windy? Powstają piękne osiedla, akurat budownictwo to u nas chyba bardzo dobrze się rozwija i do tego trzyma poziom.

  • Iza

    To Szwajcaria sprzed 12 lat. Dzisiaj już trochę inna. Trochę bardziej europejska – w dobrym i złym tego słowa znaczeniu.

  • Iza

    Kij ma zawsze dwa końce. Jak masz "czyste sumienie", to takie "wścibstwo" nie oburza. Uśmiechasz się i odpowiadasz na pytanie. W innym przypadku, może to zapobiec jakiejś tragedii. Serio. Jestem o tym przekonana. Nigdy zbyt dużo czujności gdy chodzi o dzieci. Po co później słuchać czytać o dzieciach w beczkach, czy innych tragediach. Wiem, podałam skrajny przykład, ale podam inny.
    W poprzednim mieszkaniu na tarasie stał u nas fotel. Kiedyś postawiłam go tuż przy barierce, która była z matowego szkła, nie było nic zza niej widać. Usiadłam na fotelu, postawiłam na swoich kolanach Bartusia i maluszek tak sobie wyglądał na świat. Trzymałam go, nie pozwalałam się wychylać, ale z zewnątrz, to miało prawo wyglądać, że malutkie dziecko samo wychyla się przez barierkę. Siedzę tak na tym tarasie, a tu dzwonek do drzwi. Mama siedząca na podwórku przysłała swojego starszego syna (z małym została w piaskownicy) aby mi powiedział, że dziecko wychyla się przez barierkę. Przecież teoretycznie mogło tak być, że dziecko samo wspięło się na fotel i … lepiej nie myśleć. Normalnie fotel stał w innym miejscu, zamykałam drzwi na taras i generalnie dziecka pilnowałam, ale przecież różnie bywa. Mi to zaimponowało. Zrobiło mi się głupio, że ktoś myśli, że narażam dziecko. A ja zwyczajnie nie miałam siły stać i dźwigać Bartusia i takie coś sobie wymyśliłam. Zrobiłam to tylko raz, ale zapamiętałam na całe życie, bo przy okazji pogrożono mi palcem. Ale może też dzięki temu, nigdy nie zapomniałam zamknąć drzwi na taras. Póki forma jest odpowiednia i nie zakłada z góry złej woli, nie rzuca się oskarżeń, to naprawdę takie zainteresowanie może mieć dobre strony. i wyszło mi wypracowanie
    Te zakazy leśne mają chronić las i jego owoce, ale do końca tego nie rozumiem. U nas ludzie od zawsze chodzą po lasach. I lasy są, dają grzyby i jagody i… jaką przyjemność. Nie wiem czemu tutaj jest inaczej. Chociaż to podobno też zależy od gminy. Jak wiele rzeczy tutaj w Szwajcarii. Poza tym wiem, że my Polacy i tak do tych lasów wchodzimy.
    Basiu, tutaj też już poszli po rozum do głowy, te skarbonki są pierońsko ciężkie, mocowane na stałe, drutowane, przywiązywane, wtapiane i możesz tylko wrzucać pieniądze, dlatego kwota musi być odliczona. Kiedyś było inaczej. Można było samemu wydać sobie resztę. Ale już wiele razy tutaj mówiłam – Szwajcaria też się zmienia, bo i ludzi jest tutaj coraz więcej. Różnych ludzi. Dobrych, uczciwych i… różnych. Jak to na świecie.

  • Iza

    Jakie narzekanie, nic takiego nie pomyślałam. Wiesz, ja emocjonalnie nie nadaję się na emigrantkę. Średnio raz w roku planuję powrót do Polski. Ale po tylu latach to coraz trudniejsze, chociażby ze względu na chłopców i np. szkołę. Chociaż minęło sporo czasu, ja nigdy się tu do końca nie odnalazłam. Mało tego, ja sama często nie daję sobie na to szansy, również dlatego, że nigdy tak na 100% nie opuściłam Polski. Ciałem – tak, ale mentalnie ja nadal jestem bardziej w Polsce niż tutaj. Czuję, że tutaj jest mój dom, ale to głównie przez rodzinę, może nawet tylko przez rodzinę. Ale nie do końca czuję, że to jest moje miejsce na ziemi, w sensie duchowym, nie fizycznym. Ale czy po tylu latach to miejsce jest w Polsce – też nie wiem? Ale po tylu latach jestem pewna, że tam dom twój, gdzie rodzina twoja. Wszystko inne jakoś trzeba znieść.

  • Iza

    Jak oglądam polską telewizję, to też czasami widzę kosmos Nie wiem czy to upływ lat, ale chyba bardziej zmiany, które przez ten czas zaszły, fakt jest taki, że dzisiaj nawet Szwajcaria to inny kraj niż 5 czy 10 lat temu. Cała Europa się zmieniła. A Polska 5 i 10 lat temu? Toż to lata świetlne.

  • Winda, drugie piętro, czad! Ja też chce! Szwajcaria można powiedzieć, że to kosmos, ale praktycznie kazdy kraj ma kosmiczne prawa i zasady he he grunt to się w nich odnaleźć. Pozdrawiam!

  • Wow, jestem w szoku, naprawdę! Nigdy bym się nie spodziewała, że Szwajcaria jest tak… odmiennym krajem. Dziękuję Ci za ten wpis,zapisuję w ciekawostkach

  • Zakaz zbierania, jagód? Terminy na zbieranie grzybów? Dlaczego? Obowiązkowe gaszenie silnika jestem w stanie sobie wytłumaczyć. Takie zainteresowanie cudzym dzieckiem u nas pewnie wywołałoby oburzenie. Już to słyszę : a co to panią obchodzi? Te sklepiki samoobsługowe w Polsce by nie przeszły. Bo nawet jakby 10 osób uczciwie zapłaciło, to jedenasta ukradłaby skarbonkę. Ale że prawo wyborcze dla kobiet tak późno? Widzę, że masz więcej postów o Szwajcarii. Chętnie poczytam.

  • Co mnie zadziwiło? Chyba wszystko. Niby to jeden kontynent, niby nie tak daleko, a tu proszę. Czasem ludzie narzekają jak to źle jest w Polsce itd., a czytając takie wpisy myślę, że u nas jest lepiej i miałabym problem ze zmianą przyzwyczajeń. Rozumiem troskę o dzieci, ale takie wścibstwo denerwowało by mnie niesamowicie. Wyznaczone terminy zbierania grzybów, brak możliwości zbierania jagód. Ciesze się, że mieszkam w Polsce
    P.S. Mam nadzieje, że Cię nie uraziłam swoim narzekaniem, ale kurcza, no nie przyzwyczaiłabym się chyba Pozdrawiam

  • Iza

    Tak – nasza bezpłatna służba zdrowia jest fenomenem na skalę już chyba światową. Fikcja utrzymywana, tylko dla kogo??? Mnie nie tyle dziwi, że trzeba płacić, co raczej ile trzeba płacić, bo to są kosmiczne kwoty dla każdego przeciętnego mieszkańca Szwajcarii. Jeden ząb to wydatek kilku stów, a aparat na zęby to są tysiące franków. Ja nie wiem skąd ci stomatolodzy biorą takie kwoty, czy oni jakoś inaczej opodatkowani są??? Przecież tu turystyka stomatologiczna się szerzy ludzie wolą w autokar, a nawet samolot wsiąść i hurtem gdzieś w świecie zęby reperować.
    Dzięki Pawle za ciepłe słowa. Wiesz ja mam wrażenie, że Europa ostatnio w zastraszającym tempie się zmienia i gdyby to chociaż zmiany na lepsze były…

  • Iza

    Nie pytałam, bo ja pralkę i tak u siebie miałam. Wydaje mi się, że to chodzi o zmniejszenia ryzyka zalania. Tu powstają całe osiedla bloków pod wynajem. Łatwiej jest kontrolować pralnię w każdym z nich, niż pralkę w każdym mieszkaniu. I pewnie taniej wychodzi dla wynajmującego, bo nie musi zabezpieczyć każdemu pralki. Wysokość mieszkań podobno wynika z oszczędności. Łatwiej je ogrzać i przy budowie też pewnie taniej na materiałach wychodzi.
    Biurokratyzacji nie ma tu zbyt dużej, ale faktycznie lepiej mieć ważne rzeczy na papierku. Natomiast jasno określone reguły moim zdaniem ułatwiają życie i współżycie (w sensie społecznym). Chociaż Szwajcaria sprzed 12 lat to też już trochę inna Szwajcaria.

  • Iza

    My pierwsze mieszkanie wynajmowaliśmy. Wydaje mi się, że tylko w takich blokach robią pralnie. Jak jest blok z mieszkaniami pod sprzedaż, to chyba każdy może u siebie zrobić co chce, czyli pralkę też może mieć. Ale akurat takiego tradycyjnego bloku z wykupionymi mieszkaniami nie znam. U nas wokół raczej więcej domów stoi.
    Wiem, że Polska się zmieniła i różne rozwiązania też już są dostępne, ale 12 lat temu to były dla mnie nowinki.
    Też mi się wydaje, że to jest pokłosie tego jaką pozycję miały do niedawna kobiety w Szwajcarii. Tradycja obiadu w domu utrzymuje się nawet w największych miastach, ale to dotyczy szwajcarskich placówek, bo w szkołach międzynarodowych już tak nie jest.

  • Rae

    W Polsce też funkcjonuje coś takiego jak jeden klucz do paru zamków – ale do skrzynki pocztowej to nie przejdzie, bo inny standard Teoretycznie rzecz biorąc to my tych kluczy niby mamy dużo, bo drzwi wejściowe na klatkę, 2 sztuki do piwnicy, do domu i do skrzynki, ale: domofon jest na kod, więc z klucza się nie korzysta (chyba, że alarmowo, jakby coś się zepsuło – jeszcze się nie zdarzyło), do mieszkania mamy właśnie system jednokluczowy, no i mały kluczyk do skrzynki – więc do codziennego użytku wystarczą mi dwa klucze
    Co do pralek, to nie jestem bardzo zaskoczona, bo już w paru innych krajach spotkałam się z czymś takim, ale za to dziwi mnie, że trzeba prosić o pozwolenie. Tzn, nie, inaczej – ok, jak mieszkanie jest wynajmowane to rozumiem, że decyduje właściciel, to jest też kwestia podłączeń i instalacji. Ale kto niby miałby mi w moim własnym mieszkaniu wtrącać się do tego jakiego sprzętu używam?
    O prawach wyborczych wiedziałam już wcześniej, i ten tryb szkolno-przedszkolno-obiadowy jest chyba jakimś pokłosiem tego. Kobiety nie miały praw, siedziały w domach, nie pracowały zawodowo, to i w środku dnia można było wysłać dziecko do domu na obiad.
    A właśnie, już kiedyś miałam zapytać – w dużych miastach to też nadal tak funkcjonuje?
    Z resztą już się spotkałam, albo w Twoich wcześniejszych postach albo innych źródłach

  • Uwielbiam te Twoje posty. Niby kilkaset kilometrów od Wrocławia, a mam wrażenie, że piszesz z innej planety

  • A czy pytałaś kiedyś dlaczego są te pralnie, zamiast prywatnych pralek ? A ta wysokość mieszkań skąd się wzieła? Wciąż mnie zadziwiają kraje oparte na zaufaniu społecznym, mimo iż mieszkam już kilka długich lat poza Polską. I szczerze sympatyzuję z Twoim lękiem o dzieci idące do szkoły…przechodziłam to i do dziś drżę. Mały kraj, a taki skomplikowany i zbiurokratyzowany. Ułatwia to czy utrudnia funkcjonowanie?

  • Julka

    Fajne nawet Ja w Szwajcarii nie byłam i nie mam tego chwilowo w planach Świetny post!

  • Z częścią faktów zetknąłem się już u Ciebie, ale i tak wciąż podczas lektury miałem szczękę opadniętą i niewesołe przemyślenia. Służba zdrowia u nas też jest w większości płatna, choć jest bezpłatna. Taki paradoks… Dentysta, ortodonta – nawet nie marzę o opłaceniu tego przez państwo. Jeden klucz – ponoć gdzieś tak już bywa… Ale nie spotkałem. Z anteną i pralką – u nas absolutnie pytanie o zgodę NIE popłaca. Bo spółdzielnia wtedy zabrania (na wszelki wypadek).Więc się robi "po partyzancku" czyli jeśli oni np. zniszczą talerz satelity to to nasza wina, bo zezwolenia brak (a takowego nie udzielają). Gdy zgłosiliśmy, ze z balkonu osypuje się tynk i może by tak coś z tym zrobili to co? "możemy odciąć państwa od balkonu, bo może jest zagrożenie dla życia?". No cóż, spasowaliśmy. I tak dalej, i tak dalej
    Tekst świetny, uwielbiam takie ciekawostki z niby tej samej a jednak trochę innej Europy